30 sty 2013

Codziennosc w chwili obecnej

Wielkim wyzwaniem jest poznanie swojej drogi. Drogi wlasnej, niezaprzeczalnie jedynej i indywidualnej. Dojscie do takiej swiadomosci kosztuje dramatyczny marsz przez gaszcze wyuczonych formul zachowawczych i sposobow myslenia spolecznosci, w ktorej tworzylo sie nasze 'ja'.
Ja sie wlasnie sobie przygladam. Biore pod uwage rozne perspektywy tak by spojrzec na siebie pelniej, prawdziwiej. Nie jest latwo bo samo uswiadomienie sobie schematow nie czyni mnie jeszcze otwarta na sama siebie, na owa wlasciwa MNIE. To jest wstep do procesu, ktory zajmuje wiele czasu i wymaga wytrwalosci i determinacji. Czemu wiec chce tam isc? Bo sie nie gubie. To jest chyba jedyna sluszna odpowiedz. Nie gubie sie, nie walcze, jestem kim jestem i jest mi z tym dobrze. Wylaczone sa wowczas kompleksy i cienkie granice pomiedzy tym co spoleczne, a tym co moje. Nie zastanawiam sie wowczas nad wieloma glupotami, o ktorych inni potrafia prawic godzinami. Robie swoje. Spedzam czas ze soba i po swojemu. Poznaje te sfery, ktore mnie interesuja i przynosi mi to poczucie spelnienia.
Nurtujacym jest jednak fakt, ze stan ow wciaz nie jest permanentny, ze do niego wracam i od niego odchodze uwiedziona zewnetrznoscia. Wtedy znowu doswiadczam zagubienia i poszukiwania swojej drogi, takiej drogi, ktora bedzie odpowiadac innym. Wracaja kompleksy, poczucie niespelnienia i wielka niewiadoma w zwiazku z tym po co jestem na tym swiecie? A przeciez gleboko w sobie juz znam odpowiedz.
Moze tak bedzie zawsze? Moze moja podroznicza natura, ktora wiecznie ciekawa swiata potrzebuje konfrontowac to co wie z tym czego nie wie i wracac do zrodla, uciekajac jednoczesnie od niego bedzie sie tak przechadzac do smierci? A moze to czas, to etap owej codziennosci, w ktorej sie ucze zasiasc u zrodla i przy nim poznawac to czego nie znam, a co jest mi dane rozpoznac? Bedac w trakcie podrozy - nie wiem jeszcze jaka jest odpowiedz. Wiem natomiast, ze zawsze gdy wracam do zrodla, do owego 'ja', w ktorym wiem o co chodzi - jest mi dobrze i bezpiecznie i wowczas rosnie moja kreatywnosc, zadowolenie, spelnienie, a uswiadomienie sobie mojej roli w zyciu jest niezwykle proste do osiagniecia. Tu mi najlepiej wiec tu chce spoczac. Tu chce pozostac.

14 sty 2013

Polecam ksiazkowo

Zyjemy w świecie informacji. Jasno się mówi, ze era informacji z wolna już mija, wkraczamy w kolejna. Niezwykle jest jednak, ze żyjąc w takim właśnie czasie - informacyjnym, produkujemy analfabetow, poniekąd nimi jesteśmy.
Czasem lektury z innego nurtu otwierają oczy, dają mowa perspektywę widzenia i rozumienia. Dlatego podsylam chętnie coś do poczytania:)


Bezimienny szpaler?

Ostatnio pisalam o systemie. Pisalam pewnie dlatego, ze wlasnie tym tematem zylam, trawilam go w sobie dosc dlugo i szukalam wlasnej postawy wobec tegoz bytu. Dzis, teraz, kiedy jest cisza, lekki chlod, Marysia spi, a ja mam chwile by skupic mysli odczuwam cos w rodzaju blogoslawionego uwalniania. Uwalniania od tego czego ucza o pierwszym wrazeniu, o zasadach savoir-vivre'u, o mowie ciala i innych zasadach, wedlug ktorych nalezy zyc. Dlaczego nalezy? Mam wrazenie, ze odpowiedz jest tylko jedna - bo komus na tym zalezy.
Komus zalezy na tym bym byla jednym z elementow szpaleru, ktory patrzy, slyszy, dostrzega to co jest mu podawane do informacji. Tak jak to sie dzieje na wielkich placach Rosji czy Chin, na szerokich ulicach USA, wszedzie tworzone sa przestrzenie publiczne, w ktorych gromadzi sie elementy caosci i tworzy z nich calosc. Elementy czuja sie tak dobrze w grupie, ze nie mysla nawet o jakiejkolwiek pulapce, w ktora wpadaja, a organizatorzy zacieraja rece.
Jest mi coraz lepiej z moim sposobem na zycie. Tworzenie glupot niezwykle istotnych. Spedzanie czasu w sposob niekonwencjonalny. To sa przestworza, w ktorych mi dobrze.
Cos sie rodzi. Nie wiem jeszcze co to ale znam juz ten stan tworzenia, ktory po dlugiej ciszy przynosi owoc. Spokojnie, bez popychania, bez zbednego rumoru. Cos sie rodzi powoli, skromnie, konsekwentnie.

7 sty 2013

Antysystemowa mama w systemie

Wczoraj wieczorem przygotowywalam Marysi kolejna domowa dekoracje. Tym razem podjelam temat cyferek. Dzis rano bylam z Marysia u lekarza i widze, ze wciaz nie wiadomo co Marysience dolega, ale podejmujemy nowe zalecenia. Dzien jak codzien. Prace manualne, zabawy edukacyjne, czytanie po polsku, relaksacja, pranie, gotowanie, internet, muzyka, i tak to mniej wiecej wyglada. Czasem wkradaja sie nowe elementy, na ktore sobie swiadomie zezwalam. Ciesze sie nimi bo one wiele mi uswiadamiaja, lub umacniaja w przekonaniach.
Kilka tygodni temu postanowilam podjac sie pewnego wyzwania, wkroczyc na profesjonalna droge, ktora tematycznie mnie zachwyca jednak metodologia zupelnie do mnie nie przemawia. Poddalam sie treningowi aby jednak przyjac to co jest oferowane i uwierzyc jak w swoje wlasne przekonania. Niezmiernie powaznie podeszlam do sprawy okreslajac cel, uswiadamiajac sobie jak wiele czasu moge poswiecic dzialaniom zawodowym, itp. Marysia spedzala wiecej czasu z niania niz ze mna, Leila zostala zapomniana w ogole, nie wspominajac o relacji. Ale nic, wiadomo, ze poczatki sa zawsze niezwykle trudne i trzeba sie poswiecic. Poswiecilam sie. Nie tylko siebie poswiecilam, ale i dzieci i partnera. Po jakims czasie coraz jasniejsze bylo dla mnie, ze system jest nie dla mnie, ze choc niezwykle sie staram - nie osiagam zamierzonego celu. I wtedy zaczelam sie ponownie zastanawiac nad priorytetami, nad tym kim jestem i do czego w tym swiecie jestem stworzona? Zaczelam zastanawiac sie nad tym jaka jest moja zyciowa misja? W czym sie czuje jak ryba w wodzie, bez naginania, ani poswiecania kogokolwiek, co wynika ze mnie w sposob naturalny i niepodwazalny, co robie mimowolnie sluzac sobie samej i innym? Wtedy juz wiedzialam, ze moja podroz w systemie dobiega konca, ze jest to droga ciekawa i wiele mnie nauczyla, jednak nie jest to moja droga. Moglam oczywiscie myslec, ze jestem do kitu, ze skoro wszyscy tak moga, a ja nie - to na pewno moja wina lub ulomnosc. Tak pewnie myslalabym wiele lat temu bedac brzydkim kaczatkiem, rodzinna czarna owca. Dzis jednak jest inaczej. Dzis jest dla mnie jasne, ze droga, ktora poznalam jest nie dla mnie. Mialam odwage poznac te droge i z tego jestem dumna.
Dzis dziekuje samej sobie za to doswiadczenie. Dzieki niemu zdobylam kolejna wiedze, poznalam kogos kto jest wlasnie na tej drodze i to jest absolutnie odpowiedni czlowiek i odpowiednia podroz. Najwazniejsze natomiast jest to, ze powrocilam do samej siebie, do mojego osobistego rdzenia, ktory swieci jeszcze mocniej niz poprzednio bo w kontrascie z inna rzeczywistoscia wyglada jak wiosenna zielen. Umocnilam sie zatem w tym kim jestem i do czego jestem i ponownie zaczynam czuc sie jak ryba w wodzie. Nie musze sie rozpychac, mowic czegos w co nie wierze, poswiecac czasu z Marysia, Leila czy sama soba. Nie musze niczego poswiecac bo to kim jestem nie wymaga poswiecen. To kim jestem wymaga jedynie milosci i wiernosci.
Jest jeszcze cos co widze ogromnie. Marysia ostatnimi czasy niezwykle zywo reaguje na jakiekolwiek rozstanie. Kiedy tata idzie do pracy lub na papierosa, kiedy ktores z nas wychodzi na chwile z pokoju, w ktorym z Marysia jestesmy, w nadrobniejszej chwili rozstania Mania zaczyna rozpaczliwie plakac i biec na swoich cudnych kolankach w poszukiwaniu osoby, ktora odeszla. Coraz czesciej tuli sie niezwykle i szuka bezpiecznych ramion, a w nocy zupelnie nie daje sobie rady ze snem w lozeczku. Spi z rodzicami. Jakby brakowalo jej mamy i taty. Bo mama i tata sa dla niej przeciez calym swiatem.
Dzis majac pelna swiadomosc trudu zycia w spoleczenstwie konsumpcyjnym, manipulowanym i oszukiwanym wiem, ze rodzicielstwo, ktorego owocem maja byc zdrowe, kochajace siebie i swiat, odwazne dzieci jest niezwykle trudne. Rozumiem bycie w sieci przyczyn i skutkow, zaleznosci od systemu i zniewolenia przez system. Widze jak niezwykle system (zaliczajacy ekonomie, kulture, religie, itp.) nauczyl nas daznosci do pewnego standardu bycia, myslenia i zycia i ze jednostki starajace sie poruszac poza systemem podejmuja swoiste ryzyko nie tylko systemowych utrudnien, ale przede wszystkim kompletnego niezrozumienia spolecznego, wybieraja jednak zycie poza nurtem choc to wymaga ogromnej determinacji. Majac te ogromna swiadomosc i osobiste doswiadczenia jakze raczkujacego macierzynstwa dochodze do kilku wnioskow.
  • Bezkompromisowo mama jest mama i tylko mama, ktora rozumie wartosc macierzynstwa pragnie to macierzynstwo uprawiac na sto procent.
  • Mama jest swiatem swojego dziecka, nie tylko wtedy gdy jest ciezarna kobieta, ale dlugo, dlugo jeszcze po porodzie. Dziecko ma potrzebe mamy jak powietrza.
  • Dziecko, samiec czlowieka przez pierwsze lata swojego zycia jest z natury zalezne. Jest to czas symbiozy, w czasie ktorej mama dojrzewa do swojej kobiecosci, kreatywnosci, pewnosci siebie, jak rowniez do macierzynstwa samego w sobie i swiadomosci kim naprawde jest i jaka jest jej zyciowa misja. Dziecko natomiast otrzymuje milosc i uwage, zainteresowanie i rozwoj, buduje poczucie wlasnej wartosci, swiadomosc tego co dobre i zle, co budujace i niszczace, az wreszcie kim sie staje, jakie sa jego talenty, pasje, w jakich sytuacjach czuje sie absolutnie spelnione i szczesliwe.
  • Dziecko nie interesuje sie tym czy w domu jest plazma czy sony, bo jesli jest z nim mama nie wykazuje zainteresowania owym meblem stojacym w pokoju. O wiele ciekawsza jest sofa czy krzeslo, na ktore mozna sie wspinac lub o ktore mozna sie uderzyc.
  • Dziecko zyje przez 5 lat, potem juz tylko odtwarza to co przezylo. Czy jest to brak uwagi i milosci, zaangazowania i rozwoju, czy jest to przemoc, brak cierpliwosci czy ogromna milosc i spontanicznosc, czas spedzony aktywnie z najwazniejszymi osobami jakie istnieja na ziemi (i nie sa to celebryci, ale mama z tata), bezpieczny rytm zycia, zrozumienie i cierpliwe szanowanie potrzeb dziecka. Cokolwiek mama daje dziecku przez jego pierwsze lata zycia - to wszystko bedzie trescia jego doroslego zycia. Interpretacja swiata jaka ma mama i tata beda podstawa, na jakiej dziecko zbuduje swoj wlasny obraz.
  • Jesli mama zapomni o poszanowaniu wlasnego dziecka w imie spraw o znacznie mniej wartosci, nie ma prawa oczekiwac by w przyszlosci to dziecko okazalo jej szacunek. To jest wolna wola dziecka.
  • Nie nalezy sie spodziewac, ze wspolczesna mama da swojemu dziecku to czego ono naprawde potrzebuje bo interpretuje jego potrzeby zawsze poprzez pryzmat systemu, w ktorym sie wychowala i zyje. To jednak nie zwalnia mamy z pracy nad uwalnianiem sie wewnetrznym od konsumpcyjnej manipulacji.
  • Gdzies w glebi samej siebie, choc wiem, ze w systemie sie to nie miesci absolutnie - wierze, ze tata jest dziecku potrzebny niemal w takim samym stopniu jak mama.
Mysle o tym wszystkim, o tym jak jest i jak chcialabym by bylo i mysle, ze system jaki stworzyl czlowiekowi czlowiek jest antyczlowieczy i jedynym sposobem na zycie w zgodzie z prawda jest zycie poza systemem. Cokolwiek to oznacza.

Kazdej Mamie zycze wszystkiego dobrego, owocnego macierzynstwa, milosci i satysfakcji z bycia kobieta spelniona. Kazdemu Tacie zycze owocnych dzialan na pograniczu ojcostwa i bratania sie z systemem lub umiejetnego poruszania sie w nim by nie utracic wlasnej twarzy.

30 gru 2012

Da Da Da

Nie! Nie o dadaistach chce pisac, choc moglabym, a czemu nie:):):) A no nie, bo tu pisze o kobiecie i dla Kobiety:) Teraz mam w glowie kwestie wyborow i priorytetow. Otoz wiadomym jest, ze kiedy sie jest kobieta i ma sie zycie w swoich rekach postrzeganie swiata jest kompletnie odmienne od owego, gdy wokol ma sie dzieci.
Pamietam luty, kiedy kilka godzin po urodzeniu sie Marysi moja percepcja zostala kompletnie przemianowana. Nagle moje 'ja' bylo bardziej 'ja' maminym niz monicznym, a dotychczasowe priorytety zmienily poziom waznosci lub pozycje na liscie spraw waznych. Kilka miesiecy to trwalo, a obecnie owa hierarchia znowu przezywa transformacje. Kto wie, moze przezywa ja permanentnie, tylko, ze ja tego nie zauwazalam? Owo 'da da da', ktorym raczy mnie Marysia staje sie dla mnie inspiracja. Jej proby samodzielnego siadania bez upadkow i siniakow jest takze inspirujace. Wczoraj Marysia kilka minut stala przy tablicy Mendelejewa i uczyla sie siadac na pupe w sposob bezpieczny. Przygladalam sie jej i uczylam od nowa jak uczyc sie rzeczy waznych i jak wprowadzac je w zycie. Konstans.
Czy ja jestem jedynie Mama czy Kobieta, ktora pelni wiele funkcji, ma wiele umiejetnosci i ogolnie jest zlozona istota? Kim jestem? Okazuje sie, ze wlasnie owo male szkrabiatko pokazuje mi, ze ja jestem Monika, a w niej zawiera sie to i owo.
Okres ciazy to piekny czas wejscia w siebie i ponownego poznania samej siebie. Spotkanie, ktore mozna zafundowac sobie zawsze, choc nie zawsze ten fakt doceniamy - my, kobiety. Spotkanie, na ktore zawsze 'brakuje' czasu bo przeciez zawsze jestesmy soba ze soba wiec nie ma co tracic czasu... Poza tym co tu nowego poznawac? A jednak okazuje sie, ze mozna poznac wiele nieznanych obszarow, mozna poznac siebie. Mysle, ze kobieta jest w tej uprzywilejowanej pozycji, kiedy to celebrujac swoja kobiecosc nie musi stawac na strazy praw kobiet czy feminizmu by byc swiadoma, silna wewnetrznie i szczesliwa istota.
Bardzo chce nie stracic mojego czasu, ktorego doswiadczam ponownie by poznawac siebie sama jeszcze bardziej niz siebie juz znam. Okazuje sie bowiem, ze poznaje obszary, o ktorych nie mialam pojecia i sile, z ktorej nie zdawalam sobie sprawy. A co wazniejsze, owo poznawanie siebie przynosi ogromna wartosc, mianowicie ulatwia ustalanie priorytetow. To zas sprawia, ze z ogolnego zagubienia i marazmu wkraczam w kraine soczystych barw i smakow. To jest pieknym stanem, w ktorym wszystko jest jasne, oczywiste i nie wymaga dyskusji.
Pozdrawiam

29 gru 2012

System. Orwell. Wspolczesnosc.

A bylo to niemalze tak: 'Wszystkie zwierzeta sa rowne, ale swinie rowniejsze!'
Zupelnie niedawno, po bardzo dlugim okresie analiz i przemyslen postanowilam sprobowac czegos czego nigdy nie czulam i co do mnie nigdy nie przemawialo. Poczynilam w tym kierunku wszytsko co bylam w stanie uczynic by wejsc na nowa droge i osiagnac na niej sukces. Wiele emocji, determinacji i konwersacji temu towarzyszylo, a ja zabiegalam we wlasnym wnetrzu o to by byc na tej drodze najpelniej i najprawdziwiej jak potrafie. Zabiegalam o wlasne przekonanie, higiene mysli i wypowiadanych twierdzen. Zrobilam co moglam. Sukcesu nie odnioslam. Mozna powiedziec - poazka!
Czy oby na pewno?
Przez wiele lat odmawialam sobie szansy dotarcia tam gdzie wedlug swoistej samowiedzy byloby mi najlepiej. Nie mam na mysli konkretnego miejsca na ziemi, ale konkretne zycie. Odmawialam sobie bo wbite mialam do glowy, ze i tak sie nie uda, ze nie warto marnowac tego co juz jest na liche proby, ze ja sobie nie poradze, ze jak to mowia, za wysokie progi na moje nogi. Wynik jest oczywisty, wrecz zero-jedynkowy - nie podejmowalam dzialan wiec nie osiagnelam tego co bylo w zasiegu reki. Spodziewasz sie innego rezultatu?
Byl tez inny scenariusz, mianowicie podejmowalam sie wszystkiego co podlecialo. Niewazne, ze nie mialam sily, a 24h w sposob doslowny bylo zbyt skapym czasem by zrealizowac nalezycie to czego sie podjelam. Wiec kolejna oczywistosc - robilam coraz wiecej, a jakosc byla coraz nizsza. Znowu mnostwo dzialan, a sukcesu nie odnioslam.
Ostatnio natomiast postanowilam wykorzystac wiedze zdobyta przez te lata doswiadczen i podjac decyzje spokojnie, bez presji. Tak tez sie stalo. Decyzje podejmowalam ponad rok i mysle, ze podjelam ja zupelnie swiadomie. Problem polegal na tym, ze zapomnialam, ze ja juz wiem w czym jestem dobra, a do czego nie powinnam sie zabierac. Zapominajac o tej istotnej kwestii zaangazowalam sie w cos co primo do mnie nie pasuje (bo nie wynika ze mnie, jest jedynie tepym powielaniem ustalonego systemu), secundo bo nie jestem w stanie w to jednoznacznie uwierzyc. Zaangazowalam sie wiec i co sie okazuje - bardzo szybko przypomnialam sobie kim jestem i do czego jestem i co na pewno mi daje radosc i spelnienie, a co nie. Taka lekcja trwala stosunkowo krotko, nauczylam sie z niej jeszcze kilku drobniejszych detali i doszlam do prawdy najistotniejszej - KAZDY MA SWOJA DROGE, A SYSTEM JEST ZAWSZE POZBAWIANIEM JEDNOSTKI JEJ WLASNEGO 'JA'. Nie oceniam obecnie systemu jako takiego, wiadomym jest, ze wielu ludzi dobrze sie czuje w systemie, ze system moze zawierac w sobie jaies walory, chodzi mi jedynie o to, ze ja i system nigdy nie wspolgralismy i jak widac wciaz nie wspolgramy. Poniewaz po raz kolejny do tego doszlam, analizuje system z absolutnie osobistego punktu widzenia. Nie interesuje mnie przeciez pisanie rozpraw na ten temat, jedynie moj wlasny kawalek podlogi i to co sie na nim dzieje. Dla mnie spotkanie z tym nota bene bardzo sensownym i pozytywnym systemem jest wciaz jedynie metoda na tresure. Jesli poddasz sie tresurze, bedziesz pilnie wykonywal wszystkie sztuczki otrzymasz obiecana nagrode. Jesli podejdziesz do systemu jak artysta, ktory chce cos zmienic lub ulepszyc, itp. - zostaniesz sam. W przenosni i doslownie. Co ciekawsze, ow system w spososb zupelnie otwarty mowi o potedze duplikacji, ktora stosuje, o jej sile i mocy razenia. To wlasnie korzysci jakie plyna z duplikacji sprawiaja, ze tak bardzo jest promowany. Du(p)lik-akcja. Innymi slowy, jesli nie staniesz sie swinia, na zawsze bedziesz poza kregiem.
A teraz troche zmienie nurt. Czy istnieje cos takiego jak zycie poza systemem? Czy ja, z moim wolnosciowym i niezaleznym podejsciem do zycia radze sobie poza systemem? Pieniadze to system. Zywnosc to juz tez system. Transport to system. Zdrowie to system. Wojsko, kredyt, szkolnictwo... Mam kontynuowac?
Wlasciwie w moim zyciu nie wydarzylo sie nic specjalnego. Poznanie kolejnego systemu jest przeciez dla nas wszystkich codziennoscia. Szczesliwie sa jeszcze systemy, w ktorych byc nie musimy i mamy prawo do nich nie dolaczac lub z nich zrezygnowac. Tak sie wlasnie stalo w moim przypadku. Odeszlam z systemu, w ktorym bardzo chcialam byc i na sile sie do niego naginalam by sprostac treningowi. Niestety nie bylam zdolnym adeptem. Czy mi zal? Szczesliwie nie zal mi. Cale to wydarzenie, ktore niewiele znaczy poprowadzilo mnie do spotkania sie z sama soba, do podjecia lektury z innego poziomu i nurtu, do ponownego zglebienia mojego wlasnego JA, w ktorym jest mi dobrze, bezpiecznie, do ktorego naginac sie nie musze i nie jestem poddawana tresurze. Jestem tu. Po prostu tu jestem i wrocilam do tego miejsca z ogromna ulga i zadowoleniem.

23 gru 2012

Swiateczne zyczenia

Wszelkie swieta sa okazja do tego by sie zatrzymac, pomilczec i pobyc ze soba w otartosci, radosci i spelnieniu. Wszelkie swieta sa po to by przypomniec sobie co jest dla nas naprawde wazne, by powrocic do zrodel.
Teraz zblizaja sie swieta Bozego Narodzenia, swieta, ktore znam od dziecinstwa, sa we mnie gleboko zakorzenione. Z okazji tych swiat zycze Kazdemu wdziecznosci za to co bylo i bedzie, a nade wszystko za to co jest, pokoju w sercu, radosci, milosci i otwartosci na wszystko to co jest.
Wszelakiej szczesliwosci!
Monika

22 gru 2012

Bez tytulu

Miewasz czasem chwile, kiedy chcesz odizolowac sie od swiata na jakis czas i pobyc ze soba?
Ja miewam i to dosc czesto. Pewnie z natury jestem samotnikiem lubiacym tlumy, i tak... lubie sie odizolowac i pobyc ze soba. W zasadzie nie wiem czy slowo 'lubie' jest tu odpowiednim, moze jest to stan wpisany w moja natura, jest czescia mnie tak jak moj glos, cialo czy ksztalt nosa. Izolacja...
Moje jestestwo coraz bardziej degraduje popularna oferte wspanialych metod na zycie. Z nich sie wywodze, przyznaje bez bicia. Wychowalam sie jak wiekszosc na szklanym ekranie i na informacjach podawanych do publicznej wiadomosci. Dobrowolnie lub przymuszona uczestniczylam i wciaz uczestnicze w roznych systemach, ktore tworza sie wciaz jak grzyby po deszczu, totez jestem tym wszystkim przesiagnieta. Zwyczajna izolacja nie ma na celu odciecia korzeni, prowadzi jednak do ich prawdziwego rdzenia.
Po raz kolejny podejmuje wewnetrzny dialog dotyczacy mojego rdzenia, mojego rzeczywistego DNA, mojego sensu bycia. I powiem Ci, ze odejscie z zakrzyczanego swiata jest niezwykle zdumiewajacym wyzwaniem. Zawsze gdy zyskuje upragniony stan wyciszenia, uspokojenia, prawdy i pewnosci doswiadczam niezwyklego pokoju i pewnosci, ze jest wlasnie tak jak jest dobrze. Zawsze gdy wkraczam w podwoje samej siebie, czuje sie tam niezwykle bezpiecznie, czuje, ze jestem zawsze mile widziana i bezwarunkowo przyjeta. Czuje, ze tam zyskuje madrosc, ktora dotyczy mnie i mojego zycia i ktora nie ma skutkow ubocznych.
Widzisz, nigdy specjalnie nie znalam sie na lekach, szczesliwie wiedza taka nie byla mi potrzebna, teraz jednak co chwile poznaje nowe specyfiki, ktore maja uleczac lub poprawiac, stymulowac lub zaleczac. I niesamowite jest, ze wszystkie one, niezaleznie od zastosowania i aplikacji maja jedna ceche wspolna, mianowicie maja skutki uboczne. Jednym slowem przyjmujac jakikolwiek specyfik zawsze dokonuje wyboru pomiedzy mniejszym i wiekszym zlem, tak jakby nie istniala opcja dobra... A przeciez wiekszosc z nas, niezaleznie od regionu swiata w cos wierzy i to cos lub ten Ktos jest dobry. Jak wiec to mozliwe, ze 'dobro' nie jest naszym chlebem codziennym?
Dzis powracam do zrodla, do czegos co niezwykle odczulam kilka lat temu i bylo mi w tym dobrze i tak niezwykle chcialam w tym trwac, ale mi sie nie udalo, potem pozmienialam sciezki czasem po to by zrobic sobie przerwe, czasem po to by dojsc do celu szybciej, troche na skroty. Wracam do zrodla. Dzien jest pochmurny, deszczowy, w domu zapach zupy i cisza. Mam nadzieje, ze to co poznaje bedzie juz stabilne i nie bedzie potrzebowalo kolejnych eksperymentow. Choc z drugiej strony wiem, ze eksperymentowanie na oczach ludzi jest we mnie wpisane tak samo jak samotnosc. Pewnie nam wszystkim tego potrzeba!

8 gru 2012

Dziekczynienie 2012

Witaj,

zapraszam Ciebie do wspolnego dziekczynienia w intencji mijajacego 2012 roku. Wybacz niedopracowanie techniczne, nie robie takich rzeczy codziennie i nie przewidzialam wszystkich trudnosci. Wierze jednak, ze nie przeszkodza Ci one w osiaganiu glebszej i glebszej wdziecznosci.

Zycze Ci wszystkiego dobrego!
 

Wspolne dziekczynienie - ZAPROSZENIE

Witaj,
z ogromna radoscia wysylam Ci zaproszenie na wydarzenie, ktore odbedzie sie dzis wieczorem. Wierze, ze znajdziesz chwile by mi towarzyszysc bo wieczor jest nietuzinkowy.

ZAPROSZENIE

Pozdrawiam,
Monika