8 gru 2013

Z uśmiechem na ustach...

Chyba o to chodzi, żeby żyć...
Czyli nie zapieniać się, a robić ile można.
Być tu i teraz, a nie planować na przyszłość.
Zwyczajnie być.

Ileż to czasu zmarnowałam, żeby żyć zgodnie z czyimś imperatywem. Ileż to lat tępiłam siebie za niedoskonałość. Ileż to lat zmarnowałam na wymyślaniu sobie czego to nie osiągnęłam, a miałam osiągnać zamiast stawiać kolejne kroki i robić swoje. Ileż to czasu zajmuje by człowiek chowany w masie, stał się sobą...

To przykre, że tak wiele lat tracimy na robieniu rzeczy, które zupełnie z nas nie wynikają. Przykre jak trudno potem powrócić do siebie, na nowo siebie rozpoznać. Przykre to wszystko, ale jednak można. Kto wie, może dzięki takiej właśnie historii, człowiecze 'ja' jest bogatsze?

Dziś się uśmiecham. Po koszmarnej nocy, właściwie koszmarnych trzech nocach, bez czasu dla siebie i dla swoich spraw, postawiłam kilka małych kroczków. Nie zrobiłam wszystkiego, ale zrobiłam tyle ile mogłam. I to jest wspaniałe!

A przed snem przypomnę to sobie by móc zasnąć z uśmiechem na ustach...

7 gru 2013

Polaczkowo

Właściwie jest to apel!
Nie, żebym od razu świat miała zmienić czy gloryfikować innych, ale słowo daję kompleksy wychodzą nam nosem i to w takim wymiarze i tempie, że głowa boli. Bo w Polaczkowie trzeba być i się nie wychylać. Polaczkowo zawsze wie wszystko najlepiej i ma na wszystko receptę. Nie jest istotne, że Polaczkowo ma jakieś korzenie i w swoim zawistnym nadumaniu o nich zapomina tworząc masową społeczność bezpańskich dzieci, które ani nie są polskie, ani brytyjskie. Bo Polaczkowa nie inetersuje jak w ich ociemnieniu i plotkarstwie funkcjonują ich własne dzieci.

Polaczkowo....

Właśnie sobie stwarzam wrogów, albo jeśli nie aż tak daleko, to na pewno fanów, którzy więcej o mnie wiedzieć będą niż ja sama. Rzecz w tym, że opinia Polaczkowa mało się dla mnie liczy...

A ja powiem tak. Jestem Polką. Emigrowałam bo coś mnie pchało żeby rozwinąć skrzydła. Czy jestem dumną z bycia Polką? Nie wiem. Jakaż w tym moja zasługa? Ale będę dumna jeśli moje potomstwo będzie wiedziało kim jest i jak do tego doszło.

Poznaję tu wspaniałych ludzi!
Polaków!
Poznaję tu wspaniałych Polaków!
I Wam, Polacy jestem wdzięczna bo wiedząc, że tu jesteście, odważnie mówię po polsku idąc ulicą. Dzięki Wam realizuję siebie i uczę swego pochodzenia swoje dzieci. To także ich historia. Dzięki Wam z duma mówię, że jestem Polką i że mam tu świetnych, polskich znajomych.

Cieszy mnie, że są wokół mnie Polacy, którzy znają swoją wartość i traktują ją jak coś absolutnie normalnego. Bo jakby nie było wartość człowieka jest stamen naturalnym. Cieszy mnie, że jesteście bo dzięki temu bez lęku stwarzam moim dzieciom szansę spotykania innych polskich dzieci. Cieszy mnie, że jesteście bo dzięki Wam mogę myśleć o kształtowaniu polskości w moich dzieciach i sobie samej, bez goryczy i zażenowania.
Dziękuję Wam Polacy za to, że jesteście!!!!!!!!!!!

Drogie Polaczkowo, żal mi Waszych kompleksów, które jedynie pokazują jak bardzo zatracacie coś pięknego w imię pustki i bezimienności.

Amen.

5 gru 2013

Odpoczynek

Czasem tak bywa, ze w glowie mam pustke, nie czuje zapalu do czegokolwiek, jestem jakby bierna. Wtedy mysle, ze odpoczynek jest najlepszym co moge zrobic. Oczyscic siebie z przemyslen, powinnosci i konsekwencji. Zwyczajnie byc w danej chwili. Byc dla siebie serdeczna.

Dzis odpoczywam.
Nie gotuje, nie sprzatam, nie planuje, nawet nie parkuje tak dobrze jak umiem.
Swiat dalej sie kreci, mnie glowa z karku nie spada.
Jest dobrze:)

3 gru 2013

Koncentracja

Zaczynam pojmowac sile koncentracji. Zaczynam odnajdywac sie w jej swiecie i coraz pewniej stawiam kroki zblizajac sie chetnie do niej.
Tak.
Niech tak sie dzieje.
Chwile trwaja tylko chwile...

29 lis 2013

Poznawanie siebie

Może faktycznie to ma sens?
Gdyby mieć barwne dzieciństwo, a w czasie jego trwania możliwość posmakowania różnych bytów i przekonania się, które nas pociągają, a które odpychają, może nie szukalibyśmy takich informacji o sobie całymi latami w okresie wczesnej i późnej dorosłości? Może znając swoje preferencje, zainteresowania, pasje i predyspozycje poświęcilibyśmy swoje życie życiu, a nie poszukiwaniu sensu, poznawaniu siebie i temu podobnych prawideł. Może naprawdę w dzieciństwie ukryta jest cała dorosłość i starość? A globalna wioska jest ogromnym, globalnym kłamstwem, któremu daliśmy się omamić wierząc, że jesteśmy częścią czegoś wielkiego? Sęk w tym, że owo wielkie coś nie traktuje nas poważnie.... Z perspektywy wielkiego czegoś jesteśmy pozbawieni jakiegokolwiek znaczenia.... Jak więc udało się nam poddać tej iluzji?

Mam za sobą długą i pasjonującą noc. Nie, nie czekaj na seksualne opowieści. Pasja - bo tego słowa użyłam, dotyczy właśnie czegoś co jest we mnie od zawsze choc dopiero od kilku lat się o tym przekonuję. Wcześniej nie miałam świadomości tego czegoś. W ciągu jednej nocy wiele spraw, które kołaczą się w mojej głowie latami, nagle ustawiły się w klarownym porządku, metoda realizacji poszczególnych punktów samoczynnie się wyłoniła na powierzchnię. Bez nacisku, bez szkoleń, bez ceregieli....

A pamiętam jak lata temu 'uczono mnie', czy też grupę studentów, wśród których wówczas byłam, etykiety stroju, zachowania, itp. I w głowie mi sie nie mieściło, że ktoś wpadł na pomysł by z tak podstawowej wiedzy stworzyć kurs dla studentów. Z czasem zrozumiałam, że to nie było takie głupie.

Mam coraz większe przekonanie, że szukanie celu i sensu jest produktem ubocznym życia w globalnej iluzji. Może się mylę, może za chwilę zmienię zdanie, ale obecnie tak właśnie myślę. Bo gdyby od samego początku znać odpowiedzi na te pytania, życie toczyło by się realizując samo siebie. Niestety, ponieważ my wciąż czegoś szukamy, życie realizuje się poprzez ciągłe poszukiwanie, czasowe spełnienie i ciągłe zadawanie pytań.

Oświećcie mnie:)

17 lis 2013

Co jest dla mnie ważne?

Od jakiegoś czasu wiodę życie wycofane. Nie dbam o to by na kimkolwiek robić wrażenie, nie ubieram się zgodnie z etykietą, podróżuję poza godzinami szczytu, widuję tych, których mam ochotę widywać czyli wiodę życie zgodne z moim osobistym rytmem. Nie oznacza to, że jestem absolutnie uwolniona od sieci społecznej, tylko, że poruszam się w niej w takim wymiarze, by mieć zapewnione poczucie bezpieczeństwa, dostęp do wiedzy i inspiracji. Taka rzeczywistość daje mi możliwość zastanowienia się nad tym co jest dla mnie ważne bez zbytecznego wpływu innych. Bez wpływu jednostek, mediów (z których dobrowolnie rezygnuję), sieci zależności finansowych i służbowych, itd. I gdy wpadam w halucynogenną rzeczywistość wytwarzaną systematycznie wokół, dociera do mnie jak bardzo mój świat ze światem obcym są odmienne i od siebie dalekie. Nie chodzi tu o kulturę, religię czy filozofię, ale o codzienność, w której częściej niż bym mogła przypuszczać zachowuję się instynktownie, wręcz bezrefleksyjnie. Owo instynktowne zachowanie pokazuje co jest dla mnie naprawdę ważne. Aplikowanie środków chemicznych czy unikanie ich, spacery na łonie natury czy w centrach handlowych, oglądanie TV z obiadem kupionym w mieście czy ślęczenie przy garach. Lista jest dość znaczna.
Czasem zastanawiam się nad tym co jest dla mnie ważne i bywa, że w danym momencie, naprawdę nie mam pojęcią. Chcę pojechać do Francji i Kanady, chcę studiować kilka dziedzin jednocześnie, chcę zajmować się projektami z dziedzin zupełnie od siebie odległych, itd., i przeliczając minuty czasu wolnego, jakim dziennie dysponuję, popadam w lekką depresję, bo to czego chcę nie może zostać zrealizowane w czasie, jaki mam. Dlatego ze swoistym ukontentowaniem spoglądam obecnie na moje instynktowne życie, bo w nim widzę dokładnie co jest dla mnie ważne, co sprawia mi frajdę, dodaje siły i sprawia, że czuję się dobrze w swojej własnej skórze. Cieszy mnie taki stan tym bardziej, że owe ważne sprawy wynikają z tego kim jestem i z czym się utożsamiam, nie zaś z tego co pozwoliłam sobie narzucić.
Nie jest to deklaracja postawy antyspołecznej bo nauki humanistyczne dawno już wykazały swoimi zacnymi eksperymentami, że człowiek jest zwierzęciem społecznym nawet gdy mocno stara się społeczeństwo omijać, jest to jedynie śmiało wypowiedziana deklaracja na temat spraw dla mnie ważnych.
Wiem co jest dla mnie ważne, troszczę się o to, a reszta jest wspaniałym dopełnieniem. Zupełnie tak, jak przedświąteczny jarmark na Squerze:)

9 lis 2013

Teraz

Teraz jest odpowiedni czas. Odpowiednia chwila.
Na trwanie.
Na czekanie.
Na dzialanie.
Kazdy z nas najlepiej wie co zrobic z istniejaca chwila.

15 paź 2013

Wierzę w doświadczenie

Komentarze, które zostawiacie pod moimi postami, lub opinie jakimi się ze mną dzielicie w czasie rozmów sprawiają, że weryfikuję to co myślałam dotychczas. Czasem zostaję przy swoim, czasem coś zmieniam. Bywa i tak, że doświadczam czegoś o czym wcześniej usłyszałam. Doświadczam...

To jest chyba najmocniejsza forma konfrontacji z drugim człowiekiem w moim wnętrzu. W takiej chwili odczuwam, reaguję, sporadycznie myślę, jestem. Jestem i zdaje mi się wówczas, że to co odczuwam jest jedynym możliwym doświadczeniem, że każdy kto byłby na moim miejscu czułby podobnie. W takiej chwili barwy życia są niezwykle intensywne, reakcje przejaskrawione, a opinie nie do podważenia. Moment, w którym doświadczam jest jak tornado. Lub jak osowiała rzeka.

Ja jednak wierzę w doświadczenie choc często przed nim uciekam. Miewam chwile gdy mam ochotę ze łzami w oczach, jak dziecko powiedzieć NIE, stanąć w miejscu, zapłakać i się poddać w nadziei, że rzeczywistość ulegnie zmianie. Tak... wierzę w doświadczenie. Wierzę w tę chwilę, gdy radość rozdyma mnie bezkresnie, a smutek przybija jak hak na ubrania do ściany. Wierzę w doświadczenie osobiste i innych ludzi i wierzę, że choć myślę, iż innych rozumiem to jednak nigdy nie do końca. Zawsze tylko po częsci. Wierzę w doświadczenie chwili obecnej i ucieczki przed tą chwilą. Wierzę, że doświadczając siebie - poznaję kim jestem.

I w tę chwilę, która nastaje potem, w nią także wierzę. W powrót do źródeł, w pragnienie słuchania radia od dawna nie słuchanego, w potrzebę usiąścia po turecku by zatopić się w bezruchu. W tę chwilę, która jest zbyt intensywna by mieć szansę pomyśleć też wierzę. Ale o tym zapominam.

Czy wierzę w to co piszę?

14 paź 2013

Co się ze mną stanie?

Żyję jak większość, codziennoscią. Czasem wybiegam myślami w przyszłość, a czasem powracam do tego co było. Czasem gubię chwile, które aktualnie są ważne, a czasem dywaguję nad nimi zbyt wiele. Odgrywam wiele ról, w tym celu otwieram drzwi różnych szaf by sięgnąć po odpowiednie gadżety. Staram się żyć dobrze, a jednak czasem jestem niezadowolona.
Co stanie się z tymi wszystkimi chwilami, gdy będę już miała kłopoty ze wzrokiem, słuchem i zacznę coraz częściej doświadczać niemocy?

Coraz częściej zastanawia mnie przewidywalność mojego myślenia i postępowania. Jak łatwo wpaść w wir życia pełniąc role robota. Działać tak, jak nas nauczono... I nawet jeśli się nam zdaje, że jesteśmy wyzwoleni to przecież i tak wyhodowała nas ta sama rzeczywistość, i ten fakt sprawia, że nasze myślenie jest zawsze przewidywalne. Czy zatem łatwo przewidzieć co się stanie z nami później? W co wierzę, lub do czego mam przekonanie?

Stałam się jakąś osobą. Wydaje mi się, że wiodę życie relatywnie niezależne. Staram się rozwijać moje córy tak by choc w jakimś stopniu i one potrafiły odnaleźć siebie w tej pseudoglobalnej przestrzeni i wciąż nie wiem co ze mną będzie za jakiś czas.

Dziękuję więc za TERAZ i za tę chwilę, którą jeszcze mam. Bo ona trwa obecnie i tylko ją mam do przeżycia. Dziękuję za wszystko czym jestem tu i teraz bo za chwilę ten stan ulegnie zmianie. Dziękuję za zdrowie, które mam teraz bo ono pozwala mi być kim jestem. Dziękuję po prostu bo nie wiem co dalej będzie.

2 paź 2013

Uzależnienie

Jakby nigdy nic.
Tak żyję.
Żyję jakby nigdy nic.
Życie mija, a ja nadal żyję jakby nigdy nic.

Jestem częścią całości. Jestem częścią. Całość decyduje o części. Całość decyduje o mnie.

Żyję.
Oddycham. Jem. Wydalam. Pracuję. Rodzę. Wychowuję. Głosuję. Wypełniam obowiązki. Chodzę do kina. Tańczę. Czytam. Bywam. Piszę. Wybieram.

Śmieję się.
Płaczę.
Śpię.
Izoluję się.
Mówię.
Rozmawiam.
Słucham.

Myślę. Myślę po swojemu. Myślenie moje zdeterminowane jest genem, socjalizacją, wiarą, przeznaczeniem, psychologią, pochodzeniem. Cholera wie czym.

Dochodzę wreszcie do stanu gdy wiem, ze nie jestem mną, a kłębowiskiem Was we mnie samej. Mam w sobie Wasze mocne i słabe strony, Wasze marzenia i przywary, Wasze plany i lęki. A na końcu tego życia, które nie jest moim życiem, jest nie wiem co. Bo to coś też nie jest moje, jest efektem genu, socjalizacji, wiary, przeznaczenia, psychologii, pochodzenia, doświadczenia.... Cholera wie czego jeszcze.

Obiekt wytworu ludzkiego.
Obiekt chce wyzwolenia.
Obiekt płci żeńskiej.