Jak sobie wyobrazam smierc?
Nigdy wczesniej sie nad tym nie zastanawialam, ale dzis taka mysl do mnie przyszla. Zdalam sobie sprawe z faktu, ze w ogole o smierci nie mysle, nie mysle tez o zyciu w perspektywie smierci. A dzis zaczelo to miec sens. Wiele przedmiotow mojego niezadowolenia w perspektywie smierci wyglada zupelnie nieistotnie, wrecz niewidocznie. Natomiast determinacja, ktorej mi zabraklo by isc w obranym przez siebie kierunku okazuje sie byc bezcenna bo przez jej brak nie przeszlam kilku sciezek, do ktorych mialam dostep. I natychmiast pojawialo sie zastanowienie - czemu zabraklo mi determinacji? Okazuje sie, ze w perspektywie smierci to niezwykle pomocne pytanie i znalezienie na nie odpowiedzi pomaga zerknac na moje obecne zycie, na to kim jestem, gdzie i co dalej...
W perspektywie smierci wiele problemow, trudnosci i niesnasek nagle kompletnie traci sens. Co go zyskuje? Zdobyte doswiadczenia, historie z zycia wziete, te historie, ktore po latach staja sie znakomitymi wspomnieniami jak stare fotografie.
Jak sobie wyobrazam smierc? Chyba tak samo jak porod.
Najpierw oczekiwanie i lek przed niewiadoma. Szukanie metod na usmierzenie bolu, najlepiej kompletne jego zniwelowanie. A potem, gdy czas sie zblizy spokoj i powolne przygotowanie, az wreszcie niecierpliwe oczekiwanie. Dokladnie tak sobie wyobrazam smierc. A zycie? A zycie wyobrazam sobie jak ciaze, czas przemian, ewolucji, roztargnienia i glebi. Czas, w trakcie ktorego mozna poznac siebie znacznie bardziej niz w bezcelowym okreslaniu celi - tak popularnym wspolczesnie. Czas, w ktorym swiadomosc rodzacego sie zycia zmienia zupelnie perspektywe, z jakiej dotychczas na to zycie bylo mozna spogladac. Tak tez jest z zyciem w perspektywie smierci - zupelnie zmienia ono dla mnie swoj koloryt, smak i znaczenie.
14 kwi 2013
8 kwi 2013
Czas i doswiadczenie (cos o ciazy i porodzie)
Witaj,
pisze po dlugiej przerwie. Ostatnio te przerwy dosc czesto sie zdarzaja, ale nie zal mi. W trakcie mojego milczenia zawsze dzieje sie cos wartego przezycia, doglebnego spotkania, refleksji. Mimo, ze moje obecne zycie jest niezwykle powolne, mozna by rzec - monotonne, to jednak mnie sie czesto zdaje, ze za szybko przezywam to co mnie spotyka. Miewam wrazenie, ze gubie chwile, odczucia i mysli, ktore moglyby wniesc ogromnie duzo do mojego prawdziwego zycia.
Jak pewnie wiesz, ponad dwa tygodnie temu urodzilam coreczke. Piekna, silna i sliczna Leile.To moja druga corka, co oznacza, ze sa na swiecie juz dwie osoby, dla ktorych jestem mama. Bycie mama to niesamowite zadanie, bynajmniej dla mnie. Doswiadczenie to pozwala spokojnie zajrzec w zakamarki przeszlosci, poczuc to czego pragnelam ale nie moglam, spelnic to co bylo niegdys moim marzeniem, a teraz moze byc zadaniem do wykonania. Bycie mama to dla mnie niezwykla podroz i terapia jednoczesnie.
Chce sie z Toba podzielic kilkoma myslami dotyczacymi mojego doswiadczenia ciazy i porodu bo mam wrazenie, ze uprawnia mnie ono do publicznego wypowiedzenia sie w tej kwestii.
Dwa lata temu zaszlam w ciaze po raz pierwszy. Niesamowity fakt, ktory kompletnie zdominowal moje zycie! Byla to podroza przez wszelkie leki, obawy jak i pragnienia i moc. To byl czas niezwykle swiadomego wyboru i refleksji. Swiadomy wybor dotyczyl tego co sluchalam, ogladalam, mowilam, ludzi z ktorymi sie spotykalam lub nie, a nade wszystko moje wybory dotyczyly moich mysli i gleboko zakorzenionych wierzen. To byla podroz niezwykla bo swiadoma i spokojna. Bylo mi dane nie pracowac w tym czasie, ale poswiecic sie wlasnie owemu doswiadczeniu jakim jest tworzenie swiata...
Tak, bo dla mnie budzenie sie zycia w ciele kobiety jest tworzeniem kolejnego swiata. I mimo iz swiat ow jest tak ograniczony i na swoj sposob kontrolowany to wciaz jest on absolutnie swobodnym bytem, samodzielnym, autonomicznym i tajemniczym.
Na kilka tygodni przed porodem moje cialo coraz bardziej mobilizowalo mnie do popelniania takich lub innych gestow i cwiczen. Sama nie wpadlabym na wiele czynnosci, ktore robilam, a dzialo sie to tylko dlatego, ze sluchalam siebie. Sluchalam wlasnego ciala.
Takie samo zasluchanie dotyczylo mojej psychiki i ducha. Jest to taka przestrzen, w ktorej swiat, ktory dokladnie znam wyglada niejednokrotnie zupelnie inaczej. Tu moj swiatopoglad czesto ulega przemianie, dochodza do mnie mysli, ktorych nie slysze w codziennej bieganinie. Tu, wydaje mi sie, swiat jest lepszy, a ja wraz z nim. To ta sfera prowadzi do interpretacji wszystkiego co mnie dotyka. To tu wlasnie ucze sie kim jestem, a kim sie staje poprzez proces socjalizacji w takiej, a nie innej kulturze, cywilizacji i systemie. O systemie pisalam dosc duzo bo jest to dla mnie niezwykle destruktywny byt i wciaz szukam wlasnej metody na wydostanie sie z niego.
Wracajac do porodu, ostatnie tygodnie byly dla mnie meczace fizycznie i odkrywcze duchowo i psychicznie. Przygotowanie do bolu przed jakim stalam i na jaki nie bylam gotowa bo mial mnie spotkac pierwszy raz w zyciu bylo niezwykle waznym zadaniem. Jak sie przygotowac do niewiadomego? Otoz mozna. Wtedy wlasnie mialam szanse pokonac wszelki bol i dyskomfort z jakimi sie borykalo moje cialo w sposob psychiczny bez zazywania jakichkolwiek srodkow farmakologicznych. To byl wspanialy czas by powrocic do niewiarygodnej sztuki oddechu. W tym okresie odkrywalam na nowo pisanie, rysowanie, malowanie, taniec, czyli robienie wszelkich czynnosci 'bez sensu' po to by lepiej przygotowac sie do nieokreslonego bolu.
Wszystko to ma zwiazek z moja miloscia ku wszelkim technikom laczacym artyzm z psychologia bo one dostarczaja prawdziwego doswiadczenia. One pozwalaja przezyc na nowo lub a priori cos co jest wazne w naszej historii zycia. Tak wlasnie bylo ze mna. Wspomniane cwiczenia pomagaly mi spotkac sie ze soba, zatrzymac czas na sobie, dowiedziec sie o sobie wiecej w sposob posredni, bezbolesny i uleczajacy.
Kiedy akcja porodowa rozpoczela sie, we mnie bylo glowne uczucie - radosc ze spotkania z moja coreczka Meriam. Nie wiedzialam jak to bedzie wygladac, wiedzialam, ze na koncu calego wydarzenia jakim jest porod nastapi cudowne spotkanie.
Tak tez sie stalo.
Chce teraz pomieszac watki i wlaczyc do mojej opowiesci historie Leili. Ciaza niemal zapomniana albowiem Meriam pochlaniala moja uwage bez reszty. Czeste klopoty z jej zdrowiem z jednej strony, z drugiej zas chec uchwycenia tych niepowtarzalnych momentow, ktore w jej rozwoju sa krokami siedmiomilowymi sprawialo, ze niemal zapominalam o kolejnym zyciu, jakie tworzylo sie we mnie. Dzis, dwa i pol tygodnia po porodzie mysle, ze to byla nieprawda. Mysle, ze przezycie drugiej ciazy nie bylo zapomnieniem, lecz swoista determinacja i spotkaniem z tym co bardziej znajome. Kazdego popoludnia gdy usypialam Meriam towarzyszylam jednoczesnie Leili oddechem, odpowiednia pozycja ciala i moimi myslami i wizualizacjami. Zawsze gdy bylo mi dane wziac relaksujaca kapiel i poswiecic swoj czas tylko jej - robilam tak. Natomiast najwazniejsze jest chyba to, ze caly dom rozpoczal przygotowania do spotkania kolejnej Istoty niezwykle wczesnie, na samym poczatku drugiej ciazy.
Dzis, z perspektywy czasu ciesze sie, ze zdecydowalam sie na owe przygotowania. Dzieki nim wiele niepotrzebnych nerwow i frustracji zostalo zwyczajnie wyeliminowanych z zycia w naszej skromnej rodzinie. Recepta bylo zwyczajne przyznanie sie do tego, ze jest nam ciezko i potrzebujemy pomocy. Siegniecie po pomoc bylo cudownie obranym kieruniem.
Moja sfera duchowa i psychiczna nie byly tym razem karmione tak sowicie jak w przypadku pierwszej ciazy. Kolokwialnie mozna powiedziec, ze nie bylo na to czasu. Jest jednak jeszcze jedno wyjasnienie - rzeczy, ktorych sie o sobie dowiedzialam, nauczylam i doswiadczylam w trakcie pierwszej ciazy ostaly sie we mnie na tyle gleboko, ze byly wciaz aktualne w trakcie drugiej ciazy. Bo to czego sie dowiedzialam przezywajac swoj stan blogoslawiony szczerze i doglebnie - bylo jak sianie na zyznej glebie.
Na chwile przed porodem moje cialo ponownie zaczelo informowac mnie o nadchodzacym spotkaniu. Dzialo sie to zupelnie inaczej niz poprzednio, ale ja i tak wiedzialam, ze godzina 0 nadchodzi. Nie wiem skad wiedzialam - wiem, ze wiedzialam.
Jesli Ci powiem, ze dokladnie ostatniego dnia przed porodem przygotowalam liste rzeczy, ktore w domu zawsze MUSZA byc, szczegolnie ze wzgledu na Marysie i ze tego wieczoru poprosilam zaprzyjazniona osobe by spala w pokoju z Meriam, pewnie nie uwierzysz, ale stalo sie dokladnie tak. Wieczorem cos jeszcze mialo miejsce, cos nieslychanego. Gdy Marysia szla spac i miala spac w innym pokoju niz ja, ja mialam poczucie rozlaki, takiej rozlaki, kiedy ktos bliski wyjezdza na dlugo i jest to lamiaca serce chwila pozegnania. Podobnego stanu doswiadczyl tata Meriam, a i zaprzyjazniona nam osoba miala dziwaczne odczucia. Marysia natomiast dziwnie plakala. Ow placz nie wskazywal na bol, byl niejako bezpodstawny. W porodzie Leili wzial udzial caly dom, wszyscy czekalismy na przyjscie na swiat tej pieknej tajemnicy stworzenia.
Chce tym tekstem podziekowac Bogu i calemu Wszechswiatowi za to jak wspaniale mam cialo, jak pieknie przebrnelo ono przez obydwie akcje porodowe, jak bylo dla mnie litosciwe i jednoczesnie jak niezawodnie przypomnialo mi o wewnetrznej sile, jaka mam od zawsze. Obydwa porody byly prawdopodobnie takie jakie mozna sobie wymarzyc. Intensywne i pelne mocy. Jest tu pewna rzecz, ktora chce napisac na zakonczenie, aby slowa te byly pointa. W obydwu akcjach porodowych mialam kilka momentow absolutnej wiedzy, ze porod ten moze byc bardziej lub mniej bolesnym i traumatycznym przezyciem. W kazdej wspomnianej chwili dokonywalam swoistego wyboru - czego chce i tak sie dzialo. Moje cialo jest darem i tego nie zaprzecze. Mysle, ze mam duzo szczescia. Ale jestem absolutnie przekonana, ze kobieta w glebi siebie ma owo duchowo-psychiczne wsparcie, tak ogromne, ze mowi jej dokladnie co robic by rodzic spokojniej i pelniej.
Zycze Kazdej Kobiecie odwagi do bycia soba i wejscia w siebie. Nie tylko w czasie ciazy, ale w zwyczajnej codziennosci.
Pozdrawiam
pisze po dlugiej przerwie. Ostatnio te przerwy dosc czesto sie zdarzaja, ale nie zal mi. W trakcie mojego milczenia zawsze dzieje sie cos wartego przezycia, doglebnego spotkania, refleksji. Mimo, ze moje obecne zycie jest niezwykle powolne, mozna by rzec - monotonne, to jednak mnie sie czesto zdaje, ze za szybko przezywam to co mnie spotyka. Miewam wrazenie, ze gubie chwile, odczucia i mysli, ktore moglyby wniesc ogromnie duzo do mojego prawdziwego zycia.
Jak pewnie wiesz, ponad dwa tygodnie temu urodzilam coreczke. Piekna, silna i sliczna Leile.To moja druga corka, co oznacza, ze sa na swiecie juz dwie osoby, dla ktorych jestem mama. Bycie mama to niesamowite zadanie, bynajmniej dla mnie. Doswiadczenie to pozwala spokojnie zajrzec w zakamarki przeszlosci, poczuc to czego pragnelam ale nie moglam, spelnic to co bylo niegdys moim marzeniem, a teraz moze byc zadaniem do wykonania. Bycie mama to dla mnie niezwykla podroz i terapia jednoczesnie.
Chce sie z Toba podzielic kilkoma myslami dotyczacymi mojego doswiadczenia ciazy i porodu bo mam wrazenie, ze uprawnia mnie ono do publicznego wypowiedzenia sie w tej kwestii.
Dwa lata temu zaszlam w ciaze po raz pierwszy. Niesamowity fakt, ktory kompletnie zdominowal moje zycie! Byla to podroza przez wszelkie leki, obawy jak i pragnienia i moc. To byl czas niezwykle swiadomego wyboru i refleksji. Swiadomy wybor dotyczyl tego co sluchalam, ogladalam, mowilam, ludzi z ktorymi sie spotykalam lub nie, a nade wszystko moje wybory dotyczyly moich mysli i gleboko zakorzenionych wierzen. To byla podroz niezwykla bo swiadoma i spokojna. Bylo mi dane nie pracowac w tym czasie, ale poswiecic sie wlasnie owemu doswiadczeniu jakim jest tworzenie swiata...
Tak, bo dla mnie budzenie sie zycia w ciele kobiety jest tworzeniem kolejnego swiata. I mimo iz swiat ow jest tak ograniczony i na swoj sposob kontrolowany to wciaz jest on absolutnie swobodnym bytem, samodzielnym, autonomicznym i tajemniczym.
Na kilka tygodni przed porodem moje cialo coraz bardziej mobilizowalo mnie do popelniania takich lub innych gestow i cwiczen. Sama nie wpadlabym na wiele czynnosci, ktore robilam, a dzialo sie to tylko dlatego, ze sluchalam siebie. Sluchalam wlasnego ciala.
Takie samo zasluchanie dotyczylo mojej psychiki i ducha. Jest to taka przestrzen, w ktorej swiat, ktory dokladnie znam wyglada niejednokrotnie zupelnie inaczej. Tu moj swiatopoglad czesto ulega przemianie, dochodza do mnie mysli, ktorych nie slysze w codziennej bieganinie. Tu, wydaje mi sie, swiat jest lepszy, a ja wraz z nim. To ta sfera prowadzi do interpretacji wszystkiego co mnie dotyka. To tu wlasnie ucze sie kim jestem, a kim sie staje poprzez proces socjalizacji w takiej, a nie innej kulturze, cywilizacji i systemie. O systemie pisalam dosc duzo bo jest to dla mnie niezwykle destruktywny byt i wciaz szukam wlasnej metody na wydostanie sie z niego.
Wracajac do porodu, ostatnie tygodnie byly dla mnie meczace fizycznie i odkrywcze duchowo i psychicznie. Przygotowanie do bolu przed jakim stalam i na jaki nie bylam gotowa bo mial mnie spotkac pierwszy raz w zyciu bylo niezwykle waznym zadaniem. Jak sie przygotowac do niewiadomego? Otoz mozna. Wtedy wlasnie mialam szanse pokonac wszelki bol i dyskomfort z jakimi sie borykalo moje cialo w sposob psychiczny bez zazywania jakichkolwiek srodkow farmakologicznych. To byl wspanialy czas by powrocic do niewiarygodnej sztuki oddechu. W tym okresie odkrywalam na nowo pisanie, rysowanie, malowanie, taniec, czyli robienie wszelkich czynnosci 'bez sensu' po to by lepiej przygotowac sie do nieokreslonego bolu.
Wszystko to ma zwiazek z moja miloscia ku wszelkim technikom laczacym artyzm z psychologia bo one dostarczaja prawdziwego doswiadczenia. One pozwalaja przezyc na nowo lub a priori cos co jest wazne w naszej historii zycia. Tak wlasnie bylo ze mna. Wspomniane cwiczenia pomagaly mi spotkac sie ze soba, zatrzymac czas na sobie, dowiedziec sie o sobie wiecej w sposob posredni, bezbolesny i uleczajacy.
Kiedy akcja porodowa rozpoczela sie, we mnie bylo glowne uczucie - radosc ze spotkania z moja coreczka Meriam. Nie wiedzialam jak to bedzie wygladac, wiedzialam, ze na koncu calego wydarzenia jakim jest porod nastapi cudowne spotkanie.
Tak tez sie stalo.
Chce teraz pomieszac watki i wlaczyc do mojej opowiesci historie Leili. Ciaza niemal zapomniana albowiem Meriam pochlaniala moja uwage bez reszty. Czeste klopoty z jej zdrowiem z jednej strony, z drugiej zas chec uchwycenia tych niepowtarzalnych momentow, ktore w jej rozwoju sa krokami siedmiomilowymi sprawialo, ze niemal zapominalam o kolejnym zyciu, jakie tworzylo sie we mnie. Dzis, dwa i pol tygodnia po porodzie mysle, ze to byla nieprawda. Mysle, ze przezycie drugiej ciazy nie bylo zapomnieniem, lecz swoista determinacja i spotkaniem z tym co bardziej znajome. Kazdego popoludnia gdy usypialam Meriam towarzyszylam jednoczesnie Leili oddechem, odpowiednia pozycja ciala i moimi myslami i wizualizacjami. Zawsze gdy bylo mi dane wziac relaksujaca kapiel i poswiecic swoj czas tylko jej - robilam tak. Natomiast najwazniejsze jest chyba to, ze caly dom rozpoczal przygotowania do spotkania kolejnej Istoty niezwykle wczesnie, na samym poczatku drugiej ciazy.
Dzis, z perspektywy czasu ciesze sie, ze zdecydowalam sie na owe przygotowania. Dzieki nim wiele niepotrzebnych nerwow i frustracji zostalo zwyczajnie wyeliminowanych z zycia w naszej skromnej rodzinie. Recepta bylo zwyczajne przyznanie sie do tego, ze jest nam ciezko i potrzebujemy pomocy. Siegniecie po pomoc bylo cudownie obranym kieruniem.
Moja sfera duchowa i psychiczna nie byly tym razem karmione tak sowicie jak w przypadku pierwszej ciazy. Kolokwialnie mozna powiedziec, ze nie bylo na to czasu. Jest jednak jeszcze jedno wyjasnienie - rzeczy, ktorych sie o sobie dowiedzialam, nauczylam i doswiadczylam w trakcie pierwszej ciazy ostaly sie we mnie na tyle gleboko, ze byly wciaz aktualne w trakcie drugiej ciazy. Bo to czego sie dowiedzialam przezywajac swoj stan blogoslawiony szczerze i doglebnie - bylo jak sianie na zyznej glebie.
Na chwile przed porodem moje cialo ponownie zaczelo informowac mnie o nadchodzacym spotkaniu. Dzialo sie to zupelnie inaczej niz poprzednio, ale ja i tak wiedzialam, ze godzina 0 nadchodzi. Nie wiem skad wiedzialam - wiem, ze wiedzialam.
Jesli Ci powiem, ze dokladnie ostatniego dnia przed porodem przygotowalam liste rzeczy, ktore w domu zawsze MUSZA byc, szczegolnie ze wzgledu na Marysie i ze tego wieczoru poprosilam zaprzyjazniona osobe by spala w pokoju z Meriam, pewnie nie uwierzysz, ale stalo sie dokladnie tak. Wieczorem cos jeszcze mialo miejsce, cos nieslychanego. Gdy Marysia szla spac i miala spac w innym pokoju niz ja, ja mialam poczucie rozlaki, takiej rozlaki, kiedy ktos bliski wyjezdza na dlugo i jest to lamiaca serce chwila pozegnania. Podobnego stanu doswiadczyl tata Meriam, a i zaprzyjazniona nam osoba miala dziwaczne odczucia. Marysia natomiast dziwnie plakala. Ow placz nie wskazywal na bol, byl niejako bezpodstawny. W porodzie Leili wzial udzial caly dom, wszyscy czekalismy na przyjscie na swiat tej pieknej tajemnicy stworzenia.
Chce tym tekstem podziekowac Bogu i calemu Wszechswiatowi za to jak wspaniale mam cialo, jak pieknie przebrnelo ono przez obydwie akcje porodowe, jak bylo dla mnie litosciwe i jednoczesnie jak niezawodnie przypomnialo mi o wewnetrznej sile, jaka mam od zawsze. Obydwa porody byly prawdopodobnie takie jakie mozna sobie wymarzyc. Intensywne i pelne mocy. Jest tu pewna rzecz, ktora chce napisac na zakonczenie, aby slowa te byly pointa. W obydwu akcjach porodowych mialam kilka momentow absolutnej wiedzy, ze porod ten moze byc bardziej lub mniej bolesnym i traumatycznym przezyciem. W kazdej wspomnianej chwili dokonywalam swoistego wyboru - czego chce i tak sie dzialo. Moje cialo jest darem i tego nie zaprzecze. Mysle, ze mam duzo szczescia. Ale jestem absolutnie przekonana, ze kobieta w glebi siebie ma owo duchowo-psychiczne wsparcie, tak ogromne, ze mowi jej dokladnie co robic by rodzic spokojniej i pelniej.
Zycze Kazdej Kobiecie odwagi do bycia soba i wejscia w siebie. Nie tylko w czasie ciazy, ale w zwyczajnej codziennosci.
Pozdrawiam
12 mar 2013
Pierwsza dawka polskiej klasyki w moim odczycie:)
Wiesz co czuje, kiedy zaczynam cos robic, cos czego jeszcze nie robilam i okazuje sie, ze moj pomysl podoba sie innym? To jest takie niesamowite cieplo w srodku, ktore pcha by dzialac dalej. Dzialac tak dlugo jak tylko sa chetni by uczestniczyc w procesie tworzenia. Stad doskonale rozumiem gdy muzycy z pelnym szacunkiem odnosza sie do swoich fanow, mowiac - bez Was nie byloby nas.... To prawda. Sa takie doswiadczenia, ktore potrzebuja jedynie spotkania do wewnatrz, tam gdzie jest sie ze soba i z nikim wiecej. Sa takze i takie stany, gdy to co robisz bez reakcji zwrotnej zwyczajnie nie ma sensu.
Dla mnie nagrywanie ma sens. Nagrywam przede wszystkim dla Marysi, wiec owacje nie sa tak bardzo potrzebne, jednak okazalo sie nader szybko, ze w chwili gdy sie glosy zachety i uznania - staly sie niezwyklym motorem napedzajacym do dalszego dzialania.
Za to Ci dziekuje!
Udalo mi sie nagrac kilka wierszy ze zbioru, ktory zaprezentuje zdjeciem bo tak bedzie najlepiej. Do nagran wierszy wykorzystalam muzyke z plyt, ktorych zdjecia takze zamieszcze.
Dla mnie nagrywanie ma sens. Nagrywam przede wszystkim dla Marysi, wiec owacje nie sa tak bardzo potrzebne, jednak okazalo sie nader szybko, ze w chwili gdy sie glosy zachety i uznania - staly sie niezwyklym motorem napedzajacym do dalszego dzialania.
Za to Ci dziekuje!
Udalo mi sie nagrac kilka wierszy ze zbioru, ktory zaprezentuje zdjeciem bo tak bedzie najlepiej. Do nagran wierszy wykorzystalam muzyke z plyt, ktorych zdjecia takze zamieszcze.
A teraz.. gdzie mozna znalezc owe cudenka?
'Jas'
Bawcie sie dobrze i podawajcie dalej:):):)
11 mar 2013
Czytanie
Kiedy zadasz sobie pytanie - czy ludzie, ktorych znam potrafia czytac - jaka uzyskasz odpowiedz? W moim przypadku, z wiedzy jaka posiadam wynika, ze wiekszosc osob, ktore znam czytac potrafi.
Jesli natomiast zapytasz sie o czytanie ze zrozumieniem, jaki bedzie wynik? Obawiam sie, ze podobnie jest w moim przypadku, umiejetnosc czytania opanowala wiekszosc, jesli jednak chodzi o zrozumienie - pojawia sie problem.
Jakie to ma znaczenie?
Dla Ciebie jakie to ma znaczenie, ze ktos kogo znasz czytac rozumnie nie potrafi?
Jest jeszcze inna sprawa, ktora mnie fascynuje - czytanie w oryginale. Udalo mi sie przeczytac kilka ksiazek w oryginale i w tlumaczeniu i sama sie nadziwic nie moge jaka to frajda, tak moc sobie czytac i rozumiec i czuc niuanse jezykowe. Wyczuwac to wszystko co jest niedostepne gdy niedostepny jest jezyk. Ciekawam czy i Wy macie takie odczucia. Ciekawam czy macie jakies ksiazki, ktore Was kompletnie oczarowaly. Ja mam taka jedna - do dzis nie wychodze z zachwytu nad sila slowa w oryginale i niemoca tlumaczen, ktory nota bene wykonal swietna robote.... Polecam 'Spalona zywcem'. Niezwykle polecam szczegolnie oryginal.
A dzis, teraz pojawia sie inny watek. Watek czytania w swym wlasnym jezyku, ale gdzies tam, gdzie jezyk ow jest jedynie elementem lingwistycznego krajobrazu. No tak, dopoki czytalam dla siebie zalezalo mi bardziej na treningu w obcym jezyku. Od jakiegos czasu jednak perspektywa kolosalnie ulegla zmianie - odkad urodzila sie Marysia. Okazuje sie, ze czytanie dziecku, przebywanie z nim, rozmowa, i wszystko co sie z tym wiaze moze miec kompletnie inne znaczenie w kraju i poza jego granicami. Bo bedac w Polsce nie zastanawiasz sie nad polskoscia swojego dziecka, ono jest po prostu Polakiem. Nie myslisz czy bedzie mowilo po polsku, martwisz sie jedynie czy bedzie dostawalo dobre oceny, a potem potrafilo czytac ze zrozumieniem. Nie siedzisz przed komputerem dokonujac wyboru, ktore lektury sprowadzic z Polski lub tutejszej ksiegarni internetowej, zwyczajnie idziesz do biblioteki, ksiegarni, albo do cioc i babc bo one te wszystkie ksiazki maja juz od lat na polkach. Nie robisz wielu rzeczy by Twoje dziecko moglo czytac i mowic po polsku, a ja tak. I wiesz co Ci powiem... takich jak ja jest znacznie wiecej! Takich, ktorzy sie zastanawiaja nad tym kim bedzie ich dziecko i w jakim stopniu bedzie naprawde czescia nas i naszego swiata.
Pomyslalam wiec sobie, zaczne czytac i nagrywac. Czytam w domu, czyta nas wiecej bo czytajacych po polsku rodzicow jest we swiecie wiele, ale na czas kiedy czytac fizycznie nie bede mogla, nagram. Zawsze sie nada, a i inni moze z checia skorzystaja. Zaczelam wiec odczytywanie. Lapiac wolne chwile, gdy Marysi nie ma w domu, gdy pralka nie pierze, alarmy aut za oknem sa wylaczone. Nagrywam na telefon komorkowy, tak zupelnie spontanicznie, odrecznie, z radocha w sercu, ze czytam i bawie sie przy tym swietnie!
Czytam, bo choc nie jest problemem znalezc wersje znanych aktorow zaladowane na YT, to ja czytam sama z siebie, swoim glosem, zrozumieniem, odczuciem, soba. Czytam tym kim jestem. Mama, ktora chce by jej dzieci cieszyly sie mogac rozmawiac ze mna w jezyku, ktory rozumiem najlepiej.
Wszystkie nagrania znajda sie na YT, a tu bede o nich informowac.
I jeszcze jedno male slowko - nie mow, ze sie nie da! Da sie:)
A tu przymiarka - OSIOLKOWI W ZLOBY DANO
Jesli natomiast zapytasz sie o czytanie ze zrozumieniem, jaki bedzie wynik? Obawiam sie, ze podobnie jest w moim przypadku, umiejetnosc czytania opanowala wiekszosc, jesli jednak chodzi o zrozumienie - pojawia sie problem.
Jakie to ma znaczenie?
Dla Ciebie jakie to ma znaczenie, ze ktos kogo znasz czytac rozumnie nie potrafi?
Jest jeszcze inna sprawa, ktora mnie fascynuje - czytanie w oryginale. Udalo mi sie przeczytac kilka ksiazek w oryginale i w tlumaczeniu i sama sie nadziwic nie moge jaka to frajda, tak moc sobie czytac i rozumiec i czuc niuanse jezykowe. Wyczuwac to wszystko co jest niedostepne gdy niedostepny jest jezyk. Ciekawam czy i Wy macie takie odczucia. Ciekawam czy macie jakies ksiazki, ktore Was kompletnie oczarowaly. Ja mam taka jedna - do dzis nie wychodze z zachwytu nad sila slowa w oryginale i niemoca tlumaczen, ktory nota bene wykonal swietna robote.... Polecam 'Spalona zywcem'. Niezwykle polecam szczegolnie oryginal.
A dzis, teraz pojawia sie inny watek. Watek czytania w swym wlasnym jezyku, ale gdzies tam, gdzie jezyk ow jest jedynie elementem lingwistycznego krajobrazu. No tak, dopoki czytalam dla siebie zalezalo mi bardziej na treningu w obcym jezyku. Od jakiegos czasu jednak perspektywa kolosalnie ulegla zmianie - odkad urodzila sie Marysia. Okazuje sie, ze czytanie dziecku, przebywanie z nim, rozmowa, i wszystko co sie z tym wiaze moze miec kompletnie inne znaczenie w kraju i poza jego granicami. Bo bedac w Polsce nie zastanawiasz sie nad polskoscia swojego dziecka, ono jest po prostu Polakiem. Nie myslisz czy bedzie mowilo po polsku, martwisz sie jedynie czy bedzie dostawalo dobre oceny, a potem potrafilo czytac ze zrozumieniem. Nie siedzisz przed komputerem dokonujac wyboru, ktore lektury sprowadzic z Polski lub tutejszej ksiegarni internetowej, zwyczajnie idziesz do biblioteki, ksiegarni, albo do cioc i babc bo one te wszystkie ksiazki maja juz od lat na polkach. Nie robisz wielu rzeczy by Twoje dziecko moglo czytac i mowic po polsku, a ja tak. I wiesz co Ci powiem... takich jak ja jest znacznie wiecej! Takich, ktorzy sie zastanawiaja nad tym kim bedzie ich dziecko i w jakim stopniu bedzie naprawde czescia nas i naszego swiata.
Pomyslalam wiec sobie, zaczne czytac i nagrywac. Czytam w domu, czyta nas wiecej bo czytajacych po polsku rodzicow jest we swiecie wiele, ale na czas kiedy czytac fizycznie nie bede mogla, nagram. Zawsze sie nada, a i inni moze z checia skorzystaja. Zaczelam wiec odczytywanie. Lapiac wolne chwile, gdy Marysi nie ma w domu, gdy pralka nie pierze, alarmy aut za oknem sa wylaczone. Nagrywam na telefon komorkowy, tak zupelnie spontanicznie, odrecznie, z radocha w sercu, ze czytam i bawie sie przy tym swietnie!
Czytam, bo choc nie jest problemem znalezc wersje znanych aktorow zaladowane na YT, to ja czytam sama z siebie, swoim glosem, zrozumieniem, odczuciem, soba. Czytam tym kim jestem. Mama, ktora chce by jej dzieci cieszyly sie mogac rozmawiac ze mna w jezyku, ktory rozumiem najlepiej.
Wszystkie nagrania znajda sie na YT, a tu bede o nich informowac.
I jeszcze jedno male slowko - nie mow, ze sie nie da! Da sie:)
A tu przymiarka - OSIOLKOWI W ZLOBY DANO
10 mar 2013
Jaki to ma sens?
Hm, ale o co chodzi?
Nie pisalam juz tak dlugo, ze pewnie kazdy zapomnial, ze bloguje. Milcze jakbym zniknela z powierzchni, a potem pretensjonalnie zadaje pytanie o sens? O sens czego? Sens bytu czy niebytu? Swojego czy Twojego - kimkolwiek jestes? Sens posiadania czy decydowania? Sens wyjasniania, tlumaczenia czy trwania? Sens wytrwalosci czy doswiadczania konca? No wlasnie - kiedy warto byc wytrwalym, a kiedy lepiej powiedziec STOP? I jakie to ma w ogole znaczenie? Owo decydowanie w jakiejkolwiek sprawie?
Jaki sens ma fakt, ze mozemy lub wrecz musimy podejmowac decyzje? Jaki sens ma dla mnie swiadomosc, ze naprawde wiele ode mnie zalezy? Nie powiem, ze wszystko bo mysle, ze to bzdura, ale z pewnoscia zalezy ode mnie wiele. I jakie to ma znaczenie? Jaki sens?
Znaczenie ma ogromne bo kiedy podjelam ryzykowna decyzje o byciu samodzielnym czlowiekiem, zaczelam dostrzegac, ze swiat ma w ofercie wiele z tych rzeczy, po ktore chcialam siegnac. Poza tym jakims niezwykle szybkim tempem nauczylam sie w ogole chodzic. Chodzic o wlasnych silach bez potrzeby ogladania sie za siebie, czy wokol sa pomocne byty, ktore moga mnie przytrzymac w chwili upadku. A upadlam. Upadlam wiele razy. I coz... Zyje:)
A jaki to ma sens? Owo pytanie jest chyba o wiele powazniejsze. Sens tego, ze mam wplyw na ksztalt wlasnego zycia... Tu sie pojawiaja owe amerykanizmy o marzeniach, celach, itp. Tu sie pojawiaja takze wymowki i proby usprawiedliwiania siebie. Tu sie pojawia pytanie o osobista relacje, te zapomniana relacje, kiedy czlowiek jest czlowiekiem, dokladnie czlowiekiem, ni mniej, ni wiecej. Nie jest czyims wyobrazeniem, nie jest klonem, innym gatunkiem, dusza, przechodniem - jest czlowiekiem. Jest nim tu i teraz. Kazdy kwestie czlowieczenstwa tlumaczy po swojemu i chyba tu pojawia sie problem, bo tak naprawde nie wiemy co naprawde znaczy byc czlowiekiem. A wowczas tracimy zdolnosc ustalenia sensu owego czlowieczenstwa.
Jaki jest sens mojego czlowieczenstwa?
Co oznacza dla mnie moje czlowieczenstwo?
Jestem tu cialem, ktorego glownym budulcem jest woda. Posiadam zdolnosc myslenia, tworzenia, poruszania sie. Mam odczucia, dosc bogaty wachlarz emocjonalny. Jestem corka swoich rodzicow, czlonkiem pewnej rodziny. Wierze, ze jestem w bezpiecznych Rekach i w dobrym swiecie. Wierze, ze robale to nie moj koniec, tylko, ze czeka mnie cos przyjemniejszego. Od pewnego czasu moje cialo ukazalo mi nowy potencjal i bezblednie powolalo mnie do macierzynstwa. Jestem wiec mama. Tak, to chyba tyle w kwestii mojego czlowieczenstwa. A teraz zapytam, jakie owo czlowieczenstwo ma sens?
Dla mnie osobiscie moje czlowieczenstwo ma sens ogromny bo widze, rosnaca sile i zmieniajace sie priorytety, coraz bardziej jest mi ze soba dobrze, jestem coraz pewniejsza tego co mysle, mowie i robie. Moje czlowieczenstwo ma sens w tworzeniu. W remontowaniu, renowacji starych murow, w oparciu o ktore moje zycie bylo tworzone i przeksztalcaniu ich w przestrzen odkryta, pozwalajaca zarowno sloncu jak i ksiezycowi zaistniec we mnie naprawde. Tak, moje zycie dla mnie jest ciaglym tworzeniem i przeobrazaniem tego co juz istnieje. Przypuszczam, ze moje zycie ma sens dla innych, dla rodziny, najblizszych, dalszych, dla przyjaciol lub ludzi, ktorzy nieprzypadkowo pojawili sie na chwile w moim zyciu. Jaki sens ma moje zycie dla Was jest juz pytaniem nie do mnie, lecz do Was.
Jestem gleboko przekonana, ze to wszystko ma sens. Ze Twoje i moje zycie, okolicznosci w jakich zyjemy i wybory jakich dokonujemy maja sens i znaczenie. Gleboko wierze, ze to co jest esencja daleko przekracza tradycyjnie pojmowane IQ, prawo przyciagania, fizyke kwantowa, religie i filozofie, przekracza wszystko to co w jakikolwiek sposob ogranicza moje i Twoje istnienie.
Nie pisalam juz tak dlugo, ze pewnie kazdy zapomnial, ze bloguje. Milcze jakbym zniknela z powierzchni, a potem pretensjonalnie zadaje pytanie o sens? O sens czego? Sens bytu czy niebytu? Swojego czy Twojego - kimkolwiek jestes? Sens posiadania czy decydowania? Sens wyjasniania, tlumaczenia czy trwania? Sens wytrwalosci czy doswiadczania konca? No wlasnie - kiedy warto byc wytrwalym, a kiedy lepiej powiedziec STOP? I jakie to ma w ogole znaczenie? Owo decydowanie w jakiejkolwiek sprawie?
Jaki sens ma fakt, ze mozemy lub wrecz musimy podejmowac decyzje? Jaki sens ma dla mnie swiadomosc, ze naprawde wiele ode mnie zalezy? Nie powiem, ze wszystko bo mysle, ze to bzdura, ale z pewnoscia zalezy ode mnie wiele. I jakie to ma znaczenie? Jaki sens?
Znaczenie ma ogromne bo kiedy podjelam ryzykowna decyzje o byciu samodzielnym czlowiekiem, zaczelam dostrzegac, ze swiat ma w ofercie wiele z tych rzeczy, po ktore chcialam siegnac. Poza tym jakims niezwykle szybkim tempem nauczylam sie w ogole chodzic. Chodzic o wlasnych silach bez potrzeby ogladania sie za siebie, czy wokol sa pomocne byty, ktore moga mnie przytrzymac w chwili upadku. A upadlam. Upadlam wiele razy. I coz... Zyje:)
A jaki to ma sens? Owo pytanie jest chyba o wiele powazniejsze. Sens tego, ze mam wplyw na ksztalt wlasnego zycia... Tu sie pojawiaja owe amerykanizmy o marzeniach, celach, itp. Tu sie pojawiaja takze wymowki i proby usprawiedliwiania siebie. Tu sie pojawia pytanie o osobista relacje, te zapomniana relacje, kiedy czlowiek jest czlowiekiem, dokladnie czlowiekiem, ni mniej, ni wiecej. Nie jest czyims wyobrazeniem, nie jest klonem, innym gatunkiem, dusza, przechodniem - jest czlowiekiem. Jest nim tu i teraz. Kazdy kwestie czlowieczenstwa tlumaczy po swojemu i chyba tu pojawia sie problem, bo tak naprawde nie wiemy co naprawde znaczy byc czlowiekiem. A wowczas tracimy zdolnosc ustalenia sensu owego czlowieczenstwa.
Jaki jest sens mojego czlowieczenstwa?
Co oznacza dla mnie moje czlowieczenstwo?
Jestem tu cialem, ktorego glownym budulcem jest woda. Posiadam zdolnosc myslenia, tworzenia, poruszania sie. Mam odczucia, dosc bogaty wachlarz emocjonalny. Jestem corka swoich rodzicow, czlonkiem pewnej rodziny. Wierze, ze jestem w bezpiecznych Rekach i w dobrym swiecie. Wierze, ze robale to nie moj koniec, tylko, ze czeka mnie cos przyjemniejszego. Od pewnego czasu moje cialo ukazalo mi nowy potencjal i bezblednie powolalo mnie do macierzynstwa. Jestem wiec mama. Tak, to chyba tyle w kwestii mojego czlowieczenstwa. A teraz zapytam, jakie owo czlowieczenstwo ma sens?
Dla mnie osobiscie moje czlowieczenstwo ma sens ogromny bo widze, rosnaca sile i zmieniajace sie priorytety, coraz bardziej jest mi ze soba dobrze, jestem coraz pewniejsza tego co mysle, mowie i robie. Moje czlowieczenstwo ma sens w tworzeniu. W remontowaniu, renowacji starych murow, w oparciu o ktore moje zycie bylo tworzone i przeksztalcaniu ich w przestrzen odkryta, pozwalajaca zarowno sloncu jak i ksiezycowi zaistniec we mnie naprawde. Tak, moje zycie dla mnie jest ciaglym tworzeniem i przeobrazaniem tego co juz istnieje. Przypuszczam, ze moje zycie ma sens dla innych, dla rodziny, najblizszych, dalszych, dla przyjaciol lub ludzi, ktorzy nieprzypadkowo pojawili sie na chwile w moim zyciu. Jaki sens ma moje zycie dla Was jest juz pytaniem nie do mnie, lecz do Was.
Jestem gleboko przekonana, ze to wszystko ma sens. Ze Twoje i moje zycie, okolicznosci w jakich zyjemy i wybory jakich dokonujemy maja sens i znaczenie. Gleboko wierze, ze to co jest esencja daleko przekracza tradycyjnie pojmowane IQ, prawo przyciagania, fizyke kwantowa, religie i filozofie, przekracza wszystko to co w jakikolwiek sposob ogranicza moje i Twoje istnienie.
23 lut 2013
dzis
Lezalam dzis obok Marysi i zasluchiwalam w sama siebie. Slyszalam mysli, ktore przeplywaly przez moja glowe. Pragnienia, ktore sa jeszcze niespelnione i mecza, plany, na ktorych realizacji mi zalezy i co wazniejsze sluchalam kim jestem tu i teraz. Kim jestem? Co mnie utozsamia? Co mnie okresla? Wiem coraz bardziej jaka jestem ale kim jestem??? Wiem, ze jestem Monika, ze jestem Mama, ze jestem Kobieta. Wiem, ze jestem coraz bardziej Tworca wlasnego zycia. Jestem Decydentem. Czy to malo? Czy wystarczy? Czy to duzo? Kazdy odpowie zgodnie z wlasnym doswiadczeniem.
Lezalam tak i zasluchiwalam sie w stan w jakim bylam. Bylo mi dobrze, coraz spokojniej i pewniej. Wreszcie docieralam do rdzenia wlasnych odczuc, doswiadczen i przemyslen. Bylo tam znacznie wiecej sily i stanowczosci niz w codziennym zabieganiu. Byla jednoznacznosc i jasnosc bez szukania odpowiedzi po omacku. Bylo tam niezwykle bezpiecznie i dobrze.
Jestem kobieta. Mam swoj temperament, swoj punkt widzenia, mam swoje odczucia i przekonania. Com przezyla jest moim doswiadczeniem, ktorego nikt nigdy nie pojmie, co dziele z innymi jest wspoluczestniczeniem. Jestem. I tu jest niezwykla prawda, z jaka sie spotykam i o ktorej zapominam. Jestem niezaleznie od tego czy Ty jestes czy Cie nie ma. Jestem i to jest jednoczesnie powodem i konsekwencja. Co robie z moim jestestwem zapisane jest na kartach mojego zycia. Moja droga istnienia jest moja choc tak niezwykle niemoja.
Lezalam tak i zasluchiwalam sie w stan w jakim bylam. Bylo mi dobrze, coraz spokojniej i pewniej. Wreszcie docieralam do rdzenia wlasnych odczuc, doswiadczen i przemyslen. Bylo tam znacznie wiecej sily i stanowczosci niz w codziennym zabieganiu. Byla jednoznacznosc i jasnosc bez szukania odpowiedzi po omacku. Bylo tam niezwykle bezpiecznie i dobrze.
Jestem kobieta. Mam swoj temperament, swoj punkt widzenia, mam swoje odczucia i przekonania. Com przezyla jest moim doswiadczeniem, ktorego nikt nigdy nie pojmie, co dziele z innymi jest wspoluczestniczeniem. Jestem. I tu jest niezwykla prawda, z jaka sie spotykam i o ktorej zapominam. Jestem niezaleznie od tego czy Ty jestes czy Cie nie ma. Jestem i to jest jednoczesnie powodem i konsekwencja. Co robie z moim jestestwem zapisane jest na kartach mojego zycia. Moja droga istnienia jest moja choc tak niezwykle niemoja.
30 sty 2013
Codziennosc w chwili obecnej
Wielkim wyzwaniem jest poznanie swojej drogi. Drogi wlasnej, niezaprzeczalnie jedynej i indywidualnej. Dojscie do takiej swiadomosci kosztuje dramatyczny marsz przez gaszcze wyuczonych formul zachowawczych i sposobow myslenia spolecznosci, w ktorej tworzylo sie nasze 'ja'.
Ja sie wlasnie sobie przygladam. Biore pod uwage rozne perspektywy tak by spojrzec na siebie pelniej, prawdziwiej. Nie jest latwo bo samo uswiadomienie sobie schematow nie czyni mnie jeszcze otwarta na sama siebie, na owa wlasciwa MNIE. To jest wstep do procesu, ktory zajmuje wiele czasu i wymaga wytrwalosci i determinacji. Czemu wiec chce tam isc? Bo sie nie gubie. To jest chyba jedyna sluszna odpowiedz. Nie gubie sie, nie walcze, jestem kim jestem i jest mi z tym dobrze. Wylaczone sa wowczas kompleksy i cienkie granice pomiedzy tym co spoleczne, a tym co moje. Nie zastanawiam sie wowczas nad wieloma glupotami, o ktorych inni potrafia prawic godzinami. Robie swoje. Spedzam czas ze soba i po swojemu. Poznaje te sfery, ktore mnie interesuja i przynosi mi to poczucie spelnienia.
Nurtujacym jest jednak fakt, ze stan ow wciaz nie jest permanentny, ze do niego wracam i od niego odchodze uwiedziona zewnetrznoscia. Wtedy znowu doswiadczam zagubienia i poszukiwania swojej drogi, takiej drogi, ktora bedzie odpowiadac innym. Wracaja kompleksy, poczucie niespelnienia i wielka niewiadoma w zwiazku z tym po co jestem na tym swiecie? A przeciez gleboko w sobie juz znam odpowiedz.
Moze tak bedzie zawsze? Moze moja podroznicza natura, ktora wiecznie ciekawa swiata potrzebuje konfrontowac to co wie z tym czego nie wie i wracac do zrodla, uciekajac jednoczesnie od niego bedzie sie tak przechadzac do smierci? A moze to czas, to etap owej codziennosci, w ktorej sie ucze zasiasc u zrodla i przy nim poznawac to czego nie znam, a co jest mi dane rozpoznac? Bedac w trakcie podrozy - nie wiem jeszcze jaka jest odpowiedz. Wiem natomiast, ze zawsze gdy wracam do zrodla, do owego 'ja', w ktorym wiem o co chodzi - jest mi dobrze i bezpiecznie i wowczas rosnie moja kreatywnosc, zadowolenie, spelnienie, a uswiadomienie sobie mojej roli w zyciu jest niezwykle proste do osiagniecia. Tu mi najlepiej wiec tu chce spoczac. Tu chce pozostac.
Ja sie wlasnie sobie przygladam. Biore pod uwage rozne perspektywy tak by spojrzec na siebie pelniej, prawdziwiej. Nie jest latwo bo samo uswiadomienie sobie schematow nie czyni mnie jeszcze otwarta na sama siebie, na owa wlasciwa MNIE. To jest wstep do procesu, ktory zajmuje wiele czasu i wymaga wytrwalosci i determinacji. Czemu wiec chce tam isc? Bo sie nie gubie. To jest chyba jedyna sluszna odpowiedz. Nie gubie sie, nie walcze, jestem kim jestem i jest mi z tym dobrze. Wylaczone sa wowczas kompleksy i cienkie granice pomiedzy tym co spoleczne, a tym co moje. Nie zastanawiam sie wowczas nad wieloma glupotami, o ktorych inni potrafia prawic godzinami. Robie swoje. Spedzam czas ze soba i po swojemu. Poznaje te sfery, ktore mnie interesuja i przynosi mi to poczucie spelnienia.
Nurtujacym jest jednak fakt, ze stan ow wciaz nie jest permanentny, ze do niego wracam i od niego odchodze uwiedziona zewnetrznoscia. Wtedy znowu doswiadczam zagubienia i poszukiwania swojej drogi, takiej drogi, ktora bedzie odpowiadac innym. Wracaja kompleksy, poczucie niespelnienia i wielka niewiadoma w zwiazku z tym po co jestem na tym swiecie? A przeciez gleboko w sobie juz znam odpowiedz.
Moze tak bedzie zawsze? Moze moja podroznicza natura, ktora wiecznie ciekawa swiata potrzebuje konfrontowac to co wie z tym czego nie wie i wracac do zrodla, uciekajac jednoczesnie od niego bedzie sie tak przechadzac do smierci? A moze to czas, to etap owej codziennosci, w ktorej sie ucze zasiasc u zrodla i przy nim poznawac to czego nie znam, a co jest mi dane rozpoznac? Bedac w trakcie podrozy - nie wiem jeszcze jaka jest odpowiedz. Wiem natomiast, ze zawsze gdy wracam do zrodla, do owego 'ja', w ktorym wiem o co chodzi - jest mi dobrze i bezpiecznie i wowczas rosnie moja kreatywnosc, zadowolenie, spelnienie, a uswiadomienie sobie mojej roli w zyciu jest niezwykle proste do osiagniecia. Tu mi najlepiej wiec tu chce spoczac. Tu chce pozostac.
14 sty 2013
Polecam ksiazkowo
Zyjemy w świecie informacji. Jasno się mówi, ze era informacji z wolna już mija, wkraczamy w kolejna. Niezwykle jest jednak, ze żyjąc w takim właśnie czasie - informacyjnym, produkujemy analfabetow, poniekąd nimi jesteśmy.
Czasem lektury z innego nurtu otwierają oczy, dają mowa perspektywę widzenia i rozumienia. Dlatego podsylam chętnie coś do poczytania:)
Czasem lektury z innego nurtu otwierają oczy, dają mowa perspektywę widzenia i rozumienia. Dlatego podsylam chętnie coś do poczytania:)
Bezimienny szpaler?
Ostatnio pisalam o systemie. Pisalam pewnie dlatego, ze wlasnie tym tematem zylam, trawilam go w sobie dosc dlugo i szukalam wlasnej postawy wobec tegoz bytu. Dzis, teraz, kiedy jest cisza, lekki chlod, Marysia spi, a ja mam chwile by skupic mysli odczuwam cos w rodzaju blogoslawionego uwalniania. Uwalniania od tego czego ucza o pierwszym wrazeniu, o zasadach savoir-vivre'u, o mowie ciala i innych zasadach, wedlug ktorych nalezy zyc. Dlaczego nalezy? Mam wrazenie, ze odpowiedz jest tylko jedna - bo komus na tym zalezy.
Komus zalezy na tym bym byla jednym z elementow szpaleru, ktory patrzy, slyszy, dostrzega to co jest mu podawane do informacji. Tak jak to sie dzieje na wielkich placach Rosji czy Chin, na szerokich ulicach USA, wszedzie tworzone sa przestrzenie publiczne, w ktorych gromadzi sie elementy caosci i tworzy z nich calosc. Elementy czuja sie tak dobrze w grupie, ze nie mysla nawet o jakiejkolwiek pulapce, w ktora wpadaja, a organizatorzy zacieraja rece.
Jest mi coraz lepiej z moim sposobem na zycie. Tworzenie glupot niezwykle istotnych. Spedzanie czasu w sposob niekonwencjonalny. To sa przestworza, w ktorych mi dobrze.
Cos sie rodzi. Nie wiem jeszcze co to ale znam juz ten stan tworzenia, ktory po dlugiej ciszy przynosi owoc. Spokojnie, bez popychania, bez zbednego rumoru. Cos sie rodzi powoli, skromnie, konsekwentnie.
Komus zalezy na tym bym byla jednym z elementow szpaleru, ktory patrzy, slyszy, dostrzega to co jest mu podawane do informacji. Tak jak to sie dzieje na wielkich placach Rosji czy Chin, na szerokich ulicach USA, wszedzie tworzone sa przestrzenie publiczne, w ktorych gromadzi sie elementy caosci i tworzy z nich calosc. Elementy czuja sie tak dobrze w grupie, ze nie mysla nawet o jakiejkolwiek pulapce, w ktora wpadaja, a organizatorzy zacieraja rece.
Jest mi coraz lepiej z moim sposobem na zycie. Tworzenie glupot niezwykle istotnych. Spedzanie czasu w sposob niekonwencjonalny. To sa przestworza, w ktorych mi dobrze.
Cos sie rodzi. Nie wiem jeszcze co to ale znam juz ten stan tworzenia, ktory po dlugiej ciszy przynosi owoc. Spokojnie, bez popychania, bez zbednego rumoru. Cos sie rodzi powoli, skromnie, konsekwentnie.
7 sty 2013
Antysystemowa mama w systemie
Wczoraj wieczorem przygotowywalam Marysi kolejna domowa dekoracje. Tym razem podjelam temat cyferek. Dzis rano bylam z Marysia u lekarza i widze, ze wciaz nie wiadomo co Marysience dolega, ale podejmujemy nowe zalecenia. Dzien jak codzien. Prace manualne, zabawy edukacyjne, czytanie po polsku, relaksacja, pranie, gotowanie, internet, muzyka, i tak to mniej wiecej wyglada. Czasem wkradaja sie nowe elementy, na ktore sobie swiadomie zezwalam. Ciesze sie nimi bo one wiele mi uswiadamiaja, lub umacniaja w przekonaniach.
Kilka tygodni temu postanowilam podjac sie pewnego wyzwania, wkroczyc na profesjonalna droge, ktora tematycznie mnie zachwyca jednak metodologia zupelnie do mnie nie przemawia. Poddalam sie treningowi aby jednak przyjac to co jest oferowane i uwierzyc jak w swoje wlasne przekonania. Niezmiernie powaznie podeszlam do sprawy okreslajac cel, uswiadamiajac sobie jak wiele czasu moge poswiecic dzialaniom zawodowym, itp. Marysia spedzala wiecej czasu z niania niz ze mna, Leila zostala zapomniana w ogole, nie wspominajac o relacji. Ale nic, wiadomo, ze poczatki sa zawsze niezwykle trudne i trzeba sie poswiecic. Poswiecilam sie. Nie tylko siebie poswiecilam, ale i dzieci i partnera. Po jakims czasie coraz jasniejsze bylo dla mnie, ze system jest nie dla mnie, ze choc niezwykle sie staram - nie osiagam zamierzonego celu. I wtedy zaczelam sie ponownie zastanawiac nad priorytetami, nad tym kim jestem i do czego w tym swiecie jestem stworzona? Zaczelam zastanawiac sie nad tym jaka jest moja zyciowa misja? W czym sie czuje jak ryba w wodzie, bez naginania, ani poswiecania kogokolwiek, co wynika ze mnie w sposob naturalny i niepodwazalny, co robie mimowolnie sluzac sobie samej i innym? Wtedy juz wiedzialam, ze moja podroz w systemie dobiega konca, ze jest to droga ciekawa i wiele mnie nauczyla, jednak nie jest to moja droga. Moglam oczywiscie myslec, ze jestem do kitu, ze skoro wszyscy tak moga, a ja nie - to na pewno moja wina lub ulomnosc. Tak pewnie myslalabym wiele lat temu bedac brzydkim kaczatkiem, rodzinna czarna owca. Dzis jednak jest inaczej. Dzis jest dla mnie jasne, ze droga, ktora poznalam jest nie dla mnie. Mialam odwage poznac te droge i z tego jestem dumna.
Dzis dziekuje samej sobie za to doswiadczenie. Dzieki niemu zdobylam kolejna wiedze, poznalam kogos kto jest wlasnie na tej drodze i to jest absolutnie odpowiedni czlowiek i odpowiednia podroz. Najwazniejsze natomiast jest to, ze powrocilam do samej siebie, do mojego osobistego rdzenia, ktory swieci jeszcze mocniej niz poprzednio bo w kontrascie z inna rzeczywistoscia wyglada jak wiosenna zielen. Umocnilam sie zatem w tym kim jestem i do czego jestem i ponownie zaczynam czuc sie jak ryba w wodzie. Nie musze sie rozpychac, mowic czegos w co nie wierze, poswiecac czasu z Marysia, Leila czy sama soba. Nie musze niczego poswiecac bo to kim jestem nie wymaga poswiecen. To kim jestem wymaga jedynie milosci i wiernosci.
Jest jeszcze cos co widze ogromnie. Marysia ostatnimi czasy niezwykle zywo reaguje na jakiekolwiek rozstanie. Kiedy tata idzie do pracy lub na papierosa, kiedy ktores z nas wychodzi na chwile z pokoju, w ktorym z Marysia jestesmy, w nadrobniejszej chwili rozstania Mania zaczyna rozpaczliwie plakac i biec na swoich cudnych kolankach w poszukiwaniu osoby, ktora odeszla. Coraz czesciej tuli sie niezwykle i szuka bezpiecznych ramion, a w nocy zupelnie nie daje sobie rady ze snem w lozeczku. Spi z rodzicami. Jakby brakowalo jej mamy i taty. Bo mama i tata sa dla niej przeciez calym swiatem.
Dzis majac pelna swiadomosc trudu zycia w spoleczenstwie konsumpcyjnym, manipulowanym i oszukiwanym wiem, ze rodzicielstwo, ktorego owocem maja byc zdrowe, kochajace siebie i swiat, odwazne dzieci jest niezwykle trudne. Rozumiem bycie w sieci przyczyn i skutkow, zaleznosci od systemu i zniewolenia przez system. Widze jak niezwykle system (zaliczajacy ekonomie, kulture, religie, itp.) nauczyl nas daznosci do pewnego standardu bycia, myslenia i zycia i ze jednostki starajace sie poruszac poza systemem podejmuja swoiste ryzyko nie tylko systemowych utrudnien, ale przede wszystkim kompletnego niezrozumienia spolecznego, wybieraja jednak zycie poza nurtem choc to wymaga ogromnej determinacji. Majac te ogromna swiadomosc i osobiste doswiadczenia jakze raczkujacego macierzynstwa dochodze do kilku wnioskow.
Kazdej Mamie zycze wszystkiego dobrego, owocnego macierzynstwa, milosci i satysfakcji z bycia kobieta spelniona. Kazdemu Tacie zycze owocnych dzialan na pograniczu ojcostwa i bratania sie z systemem lub umiejetnego poruszania sie w nim by nie utracic wlasnej twarzy.
Kilka tygodni temu postanowilam podjac sie pewnego wyzwania, wkroczyc na profesjonalna droge, ktora tematycznie mnie zachwyca jednak metodologia zupelnie do mnie nie przemawia. Poddalam sie treningowi aby jednak przyjac to co jest oferowane i uwierzyc jak w swoje wlasne przekonania. Niezmiernie powaznie podeszlam do sprawy okreslajac cel, uswiadamiajac sobie jak wiele czasu moge poswiecic dzialaniom zawodowym, itp. Marysia spedzala wiecej czasu z niania niz ze mna, Leila zostala zapomniana w ogole, nie wspominajac o relacji. Ale nic, wiadomo, ze poczatki sa zawsze niezwykle trudne i trzeba sie poswiecic. Poswiecilam sie. Nie tylko siebie poswiecilam, ale i dzieci i partnera. Po jakims czasie coraz jasniejsze bylo dla mnie, ze system jest nie dla mnie, ze choc niezwykle sie staram - nie osiagam zamierzonego celu. I wtedy zaczelam sie ponownie zastanawiac nad priorytetami, nad tym kim jestem i do czego w tym swiecie jestem stworzona? Zaczelam zastanawiac sie nad tym jaka jest moja zyciowa misja? W czym sie czuje jak ryba w wodzie, bez naginania, ani poswiecania kogokolwiek, co wynika ze mnie w sposob naturalny i niepodwazalny, co robie mimowolnie sluzac sobie samej i innym? Wtedy juz wiedzialam, ze moja podroz w systemie dobiega konca, ze jest to droga ciekawa i wiele mnie nauczyla, jednak nie jest to moja droga. Moglam oczywiscie myslec, ze jestem do kitu, ze skoro wszyscy tak moga, a ja nie - to na pewno moja wina lub ulomnosc. Tak pewnie myslalabym wiele lat temu bedac brzydkim kaczatkiem, rodzinna czarna owca. Dzis jednak jest inaczej. Dzis jest dla mnie jasne, ze droga, ktora poznalam jest nie dla mnie. Mialam odwage poznac te droge i z tego jestem dumna.
Dzis dziekuje samej sobie za to doswiadczenie. Dzieki niemu zdobylam kolejna wiedze, poznalam kogos kto jest wlasnie na tej drodze i to jest absolutnie odpowiedni czlowiek i odpowiednia podroz. Najwazniejsze natomiast jest to, ze powrocilam do samej siebie, do mojego osobistego rdzenia, ktory swieci jeszcze mocniej niz poprzednio bo w kontrascie z inna rzeczywistoscia wyglada jak wiosenna zielen. Umocnilam sie zatem w tym kim jestem i do czego jestem i ponownie zaczynam czuc sie jak ryba w wodzie. Nie musze sie rozpychac, mowic czegos w co nie wierze, poswiecac czasu z Marysia, Leila czy sama soba. Nie musze niczego poswiecac bo to kim jestem nie wymaga poswiecen. To kim jestem wymaga jedynie milosci i wiernosci.
Jest jeszcze cos co widze ogromnie. Marysia ostatnimi czasy niezwykle zywo reaguje na jakiekolwiek rozstanie. Kiedy tata idzie do pracy lub na papierosa, kiedy ktores z nas wychodzi na chwile z pokoju, w ktorym z Marysia jestesmy, w nadrobniejszej chwili rozstania Mania zaczyna rozpaczliwie plakac i biec na swoich cudnych kolankach w poszukiwaniu osoby, ktora odeszla. Coraz czesciej tuli sie niezwykle i szuka bezpiecznych ramion, a w nocy zupelnie nie daje sobie rady ze snem w lozeczku. Spi z rodzicami. Jakby brakowalo jej mamy i taty. Bo mama i tata sa dla niej przeciez calym swiatem.
Dzis majac pelna swiadomosc trudu zycia w spoleczenstwie konsumpcyjnym, manipulowanym i oszukiwanym wiem, ze rodzicielstwo, ktorego owocem maja byc zdrowe, kochajace siebie i swiat, odwazne dzieci jest niezwykle trudne. Rozumiem bycie w sieci przyczyn i skutkow, zaleznosci od systemu i zniewolenia przez system. Widze jak niezwykle system (zaliczajacy ekonomie, kulture, religie, itp.) nauczyl nas daznosci do pewnego standardu bycia, myslenia i zycia i ze jednostki starajace sie poruszac poza systemem podejmuja swoiste ryzyko nie tylko systemowych utrudnien, ale przede wszystkim kompletnego niezrozumienia spolecznego, wybieraja jednak zycie poza nurtem choc to wymaga ogromnej determinacji. Majac te ogromna swiadomosc i osobiste doswiadczenia jakze raczkujacego macierzynstwa dochodze do kilku wnioskow.
- Bezkompromisowo mama jest mama i tylko mama, ktora rozumie wartosc macierzynstwa pragnie to macierzynstwo uprawiac na sto procent.
- Mama jest swiatem swojego dziecka, nie tylko wtedy gdy jest ciezarna kobieta, ale dlugo, dlugo jeszcze po porodzie. Dziecko ma potrzebe mamy jak powietrza.
- Dziecko, samiec czlowieka przez pierwsze lata swojego zycia jest z natury zalezne. Jest to czas symbiozy, w czasie ktorej mama dojrzewa do swojej kobiecosci, kreatywnosci, pewnosci siebie, jak rowniez do macierzynstwa samego w sobie i swiadomosci kim naprawde jest i jaka jest jej zyciowa misja. Dziecko natomiast otrzymuje milosc i uwage, zainteresowanie i rozwoj, buduje poczucie wlasnej wartosci, swiadomosc tego co dobre i zle, co budujace i niszczace, az wreszcie kim sie staje, jakie sa jego talenty, pasje, w jakich sytuacjach czuje sie absolutnie spelnione i szczesliwe.
- Dziecko nie interesuje sie tym czy w domu jest plazma czy sony, bo jesli jest z nim mama nie wykazuje zainteresowania owym meblem stojacym w pokoju. O wiele ciekawsza jest sofa czy krzeslo, na ktore mozna sie wspinac lub o ktore mozna sie uderzyc.
- Dziecko zyje przez 5 lat, potem juz tylko odtwarza to co przezylo. Czy jest to brak uwagi i milosci, zaangazowania i rozwoju, czy jest to przemoc, brak cierpliwosci czy ogromna milosc i spontanicznosc, czas spedzony aktywnie z najwazniejszymi osobami jakie istnieja na ziemi (i nie sa to celebryci, ale mama z tata), bezpieczny rytm zycia, zrozumienie i cierpliwe szanowanie potrzeb dziecka. Cokolwiek mama daje dziecku przez jego pierwsze lata zycia - to wszystko bedzie trescia jego doroslego zycia. Interpretacja swiata jaka ma mama i tata beda podstawa, na jakiej dziecko zbuduje swoj wlasny obraz.
- Jesli mama zapomni o poszanowaniu wlasnego dziecka w imie spraw o znacznie mniej wartosci, nie ma prawa oczekiwac by w przyszlosci to dziecko okazalo jej szacunek. To jest wolna wola dziecka.
- Nie nalezy sie spodziewac, ze wspolczesna mama da swojemu dziecku to czego ono naprawde potrzebuje bo interpretuje jego potrzeby zawsze poprzez pryzmat systemu, w ktorym sie wychowala i zyje. To jednak nie zwalnia mamy z pracy nad uwalnianiem sie wewnetrznym od konsumpcyjnej manipulacji.
- Gdzies w glebi samej siebie, choc wiem, ze w systemie sie to nie miesci absolutnie - wierze, ze tata jest dziecku potrzebny niemal w takim samym stopniu jak mama.
Kazdej Mamie zycze wszystkiego dobrego, owocnego macierzynstwa, milosci i satysfakcji z bycia kobieta spelniona. Kazdemu Tacie zycze owocnych dzialan na pograniczu ojcostwa i bratania sie z systemem lub umiejetnego poruszania sie w nim by nie utracic wlasnej twarzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




